wtorek, 31 lipca 2018

Upał, śmierć i pamięć

Biegowe obuwie i odzież. Na prawym ramieniu biało-czerwona opaska. Jednak biegnąc w 28. Biegu Powstania Warszawskiego (na 10 km) nie ryzykuję nic. Najwyżej się zmęczę i spocę. Nie to co oni, wtedy. Zaryzykowali (i w większości stracili) wszystko. Młodość, przyszłość, majątek, życie... Posłuszni bezsensownym rozkazom naczelnych dowódców - wszak każde pokolenie Polaków musi złożyć "daninę krwi". Tylko komu? I za co? Daninę tę złożyło przede wszystkim ponad 200 tysięcy cywilnych mieszkańców Warszawy. Rozstrzelanych na Woli, przygniecionych gruzami zbombardowanych budynków, spalonych miotaczami ognia w pacyfikowanych piwnicach... To przede wszystkim im dedykuję ten bieg i wysiłek. Milczące kilometry po ulicach Mokotowa...

Na piersi numer startowy. Wysoki - takiego jeszcze nie miałem. W końcu startuje ponad 10000 ludzi. Na numerze wyjątkowa dedykacja. "Najlepsze życzenia... uczestniczka Powstania... ps. "Zoja". Pani Zosia ma 92 lata, mieszka w tym samym bloku co nasi przyjaciele. Odwiedzamy ją w sobotę, parę godzin przed startem. Z uśmiechem wypisuje dedykacje, równym, kaligrafowanym pismem zdradzającym przedwojenną edukację. Jak u mojej babci. W poniedziałek rano pani Zosia nie otworzyła, jak codziennie, drzwi do swojego mieszkania. Wchodzimy tam z sąsiadem...

"Piękna śmierć", "majestat śmierci" i tym podobne banały. Śmierć nie ma w sobie nic pięknego. Uśmiechnięta wczoraj twarz zastygła w grymasie, ciało nienaturalnie wygięte. Długie, pełne dramatycznych przeżyć życie dobiegło końca. Naturalnie, ze starości. Może tegoroczny upał też dołożył swoje? Nie lubimy takich widoków, odwracamy wzrok. Boimy się zgrozy odchodzenia z tego świata.

Rówieśnicy pani Zosi wtedy, 74 lata temu, też umierali w upale. W sierpniowym, wakacyjnym słońcu. Takie widoki - ciała, z którego uszło życie - liczono wtedy na setki, jeśli nie tysiące. Nie tylko starych - Niemcy i zatrudnieni przez nich wschodni "specjaliści od pacyfikacji" mordowali każdego. Niemowlaka, uczennicę, ich rodziców i dziadków. Każdego dnia beznadziejnych zmagań. Powstanie Warszawskie to nie tylko romantyczne i skoczne piosenki (chociaż i w nich, między wierszami, autorzy zawarli grozę tamtych dni). To przede wszystkim ogromny ból, cierpienie i zniszczenia.

Jutro znów zawyją syreny, zapłoną race i wyskandowane zostanie "Cześć i chwa-ła! Bo-ha-te-rom!" Może bardziej pasowałaby tu cisza i zaduma? Flaga na balkonie, opaska na ręku, zapalony znicz wieczorem. Uporządkowanie zaniedbanych mogił a żyjącej garstce weteranów - godne życie przez te kilka lat, które im zostały? A także refleksja nad konsekwencjami decyzji - tam, na górze. Bo warszawiaków w 1944 mordowali Niemcy et consortes. Wyrok jednak podpisali polscy dowódcy - w Kraju i w Londynie. Wam, panowie generałowie i pułkownicy, czci i chwały nie oddaję. Ta należy się szeregowym żołnierzom, sanitariuszkom i łączniczkom. W tym roku zaś szczególnie pani Zosi. "A jak który śmiercią zaśnie to przyjemnych snów. Jutro może się spotkamy znów, kolego..."


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz