Etykiety

niedziela, 29 kwietnia 2018

Co ja robię tu?

Dzień powszedni we Foyer Saint Dominique w Yaounde rozpoczyna się parę minut przed szóstą rano. Konkretnie trzy minuty przed szóstą. Wtedy to trzy uderzenia dzwonu "Wilhelm" budzą ostatnich śpiochów, wzywając na poranną Mszę. Dla wielu mieszkańców domu, i tych młodszych (10 lat) i tych trochę starszych, dzień trwa już od godziny lub dwóch. Piorą, sprzątają, przygotowują kuchnię do robienia posiłków. Po Mszy ci, którzy jeszcze tego nie zrobili szorują zęby (a w Afryce potrafi to zająć nawet kilkanaście do kilkudziesięciu minut), przemywają zaspane oczy i powoli snują się w kierunku bramy. Do szkoły jest nawet kilka kilometrów - pierwsze dwa zawsze pieszo.

No dobra, to "miejscowi", a my? Raz czy dwa się zdarzyło, że na Mszę nie wstaliśmy. Nikt tego od gości (ale czy my to jeszcze goście?) nie oczekuje, lecz zazwyczaj się zwlekaliśmy. Równo z dzwonem. Po Mszy przemycie oczu albo dospanie jeszcze 30-40 minut, zanim Epi poda śniadanie. Przy śniadaniu (jajka, z jajkami, do jajek...) słuchamy kilku serwisów z internetowego radia. Z Polski oczywiście - miejscowe wiadomości najwiarygodniejsze są z targu ;-) Na pewno nie z mediów elektronicznych. Po śniadaniu czas do pracy.

A to odpisać na maile, a to jakiś tekst popełnić, a to czegoś w necie poszukać. Czasem coś bardziej pożytecznego: malowanie ścian, wyznaczanie punktów świetlnych czy skręcanie stelażu pod bojler słoneczny. Czasem jest szansa aby wykazać się kreatywnością. Na przykład, nie ma takiej kratki, o którą obcieka się (obciekowuje?) wałek malarski. No to trzeba takową zrobić, z dostępnych materiałów. O, jest dykta. No to wyznaczymy, gdzie wywiercić otwory. Jak wyznaczyć? Hm, przydałyby się dwie ekierki. Nie ma - to trzeba je najpierw wykonać, Z tej samej dykty. Wyznaczamy zatem punkty krańcowe sieci otworów i za pomocą wspomnianych ekierek oraz poziomicy (robiącej za linijkę) rysujemy regularną sieć. Taką pod skosem. Tam, gdzie linie się przecinają wywiercimy otwory - takim szerokim wiertłem do mebli. I jest kratka! To nic, że zajęło to dwie godziny. To w końcu Afryka.

Przychodzi godzina dziesiąta, czas na pierwszą kawę (jeśli kto pije). Przerwa śniadaniowa jak przy pierwszej zmianie. Trochę pogaduch i z powrotem do pracy. Lub lektury, jeśli wciągnęła. Lub pobiegać, zanim zrobi się upalnie. Trasa niezbyt długa, niecałe osiem kilometrów, ale pofałdowana. Podbiegi dają w kość. Ludziska się dziwują (Biały pieszo? Biegnie!?), ale za drugim-trzecim razem się przyzwyczajają. Robię 45 minut i pozostały do domu odcinek pokonuję mototaxi ("A, więc biegałeś motorkiem?") Prysznic, lektura, rozmowa albo praca. Umyć dziecko, posadzić drzewko i takie tam.

Co jakiś czas domową rutynę urozmaica wyjazd do miasta. Coś załatwić lub kupić. Na małym, osiedlowym bazarku lub na dużym targu w centrum. Albo u Hindusa w markecie. Przywozi się potem cały samochód zielska, pomidorów, cebuli i ryb. Oraz oleju lub ryżu.

Jak przystało na dżentelmenów, pierwsze kapsle z piwa spadają kilka minut po dwunastej. Chłodne (lub, jak kto woli, w pokojowej temperaturze) "33", ziołowy "Orijin" lub ciemne i aksamitne "Guinness Smooth". Mała przekąska (garść orzeszków, mango lub kanapka), czasem rozmowa przedłuży się do godziny lub więcej. Popołudnie, zbliża się piętnasta. Zaraz wrócą dzieciaki, zatem trzeba się na to przygotować. Wymyślić zabawy lub lekcję polskiego. Wracają falami, w zależności od tego, kiedy skończyły im się lekcje. Jeśli zdążyły zrobić swoje obowiązki z rana - mogą się z nami powygłupiać. Jeśli nie - trudno; trzeba wyprać rzeczy, pozamiatać i umyć podłogi, nakarmić króliki, kury i świnki morskie, podlać palmy.

O wpół do szóstej jest różaniec (w piątki - Koronka do Miłosierdzia Bożego). Już siedmio-ośmiolatki znają na pamięć wszystkie tajemnice i zapodają intencje dla każdej dziesiątki. Podobnie jak na porannej Mszy, też zazwyczaj się włączamy. Czasem na sposób ojca Darka - perypatetycki. Podczas jednej części różańca można przedreptać ponad dwa kilometry! Spacer z modlitwą, w sam raz przed kolacją. Ale zanim do niej zasiądziemy - lekcja polskiego. Mniej więcej pół godziny, chyba że "słuchacze" chcą jeszcze. O ile mam jeszcze siły, to uczę ich paru słówek więcej. Postępy naszych podopiecznych sprawiają nam sporo satysfakcji, ale i zaostrzają głód. Tęsknie wyglądamy kolacji - jedynego ciepłego posiłku w ciągu dnia. Tę podają między szóstą a siódmą, w Afryce Równikowej już jest ciemno. Posiłek jest jednocześnie swoistym podsumowaniem mijającego dnia. Co się wydarzyło, kto co zbroił albo co nam się zebrało na wspominki. Wspominki takie (lub poetycka kreatywność) ciągną się czasem długo w wieczór, do 23 nawet. Ale to rzadko, zazwyczaj chodzimy spać między 21 a 22. W końcu nazajutrz pobudka przed szóstą.








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz