Etykiety

czwartek, 30 listopada 2017

Listopadowo

Przemijanie

Początek listopada - czas śmierci... Śmierci w przyrodzie, szepczącej szelestem opadłych liści i werblem zimnego deszczu o dach. Śmierci częściej obecnej w ludzkiej świadomości, poprzez wizyty na cmentarzach i porządkowanie grobów. Niby nieuchronnej, ale jakby odsuwanej na później. Nie teraz, na starość. Odsuwanej przez niepogodzonych z nią. Budujących wielkie i zdobne grobowce czy nagrobki. Stoją potem jakieś góra kilkanaście, może nawet dwadzieścia lat i nikt już do nich nie przychodzi, nikt na pierwszego listopada nie sprząta... Nie wszystek umrę... Zgoda, ale dlaczego akurat ma zostać po mnie jedynie omszały kamień i wytarte imię na tablicy?

Chwała

Czy widzisz ten rząd białych krzyży? To Polak z honorem brał ślub... Rzędy białych krzyży z odznakami jednostek. Polegli w obydwu wielkich wojnach. Wśród nich szpiczaste tablice z orzełkami. Nasi, ale polegli za obcą sprawę, na obcej ziemi. Gdzie krew i kości nasze - ona już nie cudza... Co jest chwalebnego w śmierci? Zwłaszcza takiej gwałtownej, wojennej? Zabierającej chłopaków przed dwudziestką i dziewczyny, które być może nigdy jeszcze się nie zakochały? Krzyże i tablice nagrobne - jak dukaty wyznaczające cenę wolności i pokoju. Naprawdę muszą one tyle kosztować? Po to tylko, żeby za dwa-trzy pokolenia znów za nie tak drogo zapłacić?

Przyszłość

Esy-floresy z wosku na wodzie, o których jutro się nie będzie pamiętać. Zaglądanie do studni i korowody butów. Polskie Andrzejki powoli przemijają, ulegając komercji Halloween czy Walentynek. Jakieś takie mało medialne a przecież - tak jak przy Halloween - ostro można byłoby drzeć łacha z chrześcijan i ich wrażliwości. Może już nie chcemy poznawać przyszłości? Liczy się tylko tu i teraz?

Koniec i początek

Niedziela Chrystusa Króla, koniec roku liturgicznego. Nastało nad światem królowanie Pana naszego i Jego Pomazańca (Ap 11, 15 i 12,10). Tak to się ma zakończyć i zapoczątkować nową jakość. Najpierw jednak mroczne oczekiwanie. Czterotygodniowe, nawiązujące do tamtego, czterdziestowiekowego. Może pod znakiem ciemności poranka, pary oddechu, chrzęstu śniegu pod stopami i blasku roratniej świecy? Oczekiwanie na Jego przyjście w betlejemskiej grocie. Ale tak właściwie to na ten moment, gdy otrze z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już odtąd nie będzie (Ap 8,4) Bądźmy wtedy gotowi.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz