niedziela, 29 października 2017

Sznurek

Taki zwykły, nylonowy. Albo sizalowy czy z innego, naturalnego materiału. Czy z czego tam się dzisiaj sznurki robi. Długi na kilka, kilkanaście metrów i rozpięty w poprzek drogi. Asfaltowej, piaszczystej, ścieżki przez sawannę - nieważne. Sznurek musi koniecznie zakwitnąć kilkoma przynajmniej frędzlami nieokreślonego koloru. Pewnie kiedyś były to szmatki; dzisiaj łatwiej o skrawki foliowych toreb. Sznurkowi zawsze towarzyszy zastęp policji czy drużyna wojska. Obowiązkowo z groźnymi minami i bronią prawie że wycelowaną w podróżujących.

Czasami sznurek ewoluuje. Wyrastają przy nim pomalowane na żółto-czarno lub czerwono-biało beczki. Z obu stron, jak filary triumfalnego łuku. Wyższą formą ewolucyjną sznurka jest sklecony byle jak szlaban z drewnianego drąga, ręcznie obsługiwany. Formą szczególną jest zaś przemyślna konstrukcja z belek lub listew. Jednej poziomej, jednej pionowej (połączonej z poziomą ukośnym zastrzałem) i krótkiej z góry, pełniącej funkcję uchwytu. Z poziomej części wystają co jakieś 20 centymetrów szpikulce (kawałki prętów albo dłuższe gwoździe), z nadzianymi na nie pustymi, plastikowymi butelkami. Bariera trudniejsza do sforsowania niż wyżej opisany sznurek, gdyż szpikulce groźnie przymierzają się do opon zbliżających się pojazdów. Nie, nikt nawet nie próbuje takiej bariery czy nawet zwykłego sznurka sforsować. Trzeba się zatrzymać i dać wylegitymować służbom.

Policji, żandarmerii i wojsku. Kontroli granicznej, imigracyjnej i straży ochrony przyrody. Strażnikom wioski czy po prostu komukolwiek, kto barierę ustawił (czyli sznurek w poprzek drogi rozwiesił). Kontrola czasem polega na zajrzeniu do paszportu i próbie zadania paru pytań. Czasem dane twoje pieczołowicie wpisywane są do opasłej księgi. Czasem wystarczy uśmiech i dobre słowo, czasami jednak trzeba sięgnąć do kieszeni.

Uciążliwe kontrole drogowe są zmorą podróżowania po Afryce. Zrozumiałe są takie instalacje na granicach, które jednakowoż oprócz oficjalnych przejść granicznych trudno uznać za strzeżone w jakikolwiek sposób. Kontrole mogą się pojawiać nawet co kilka kilometrów. Nie tylko na głównych, asfaltowych drogach. Jadąc z Ngaoundere do Boubandjida też kilka razy zostaliśmy zatrzymani. Na asfalcie (jak zwykle, przy wyjeździe z miasta i na punkcie poboru opłaty drogowej) ale też i na piaszczystym trakcie. Słyszano również o sytuacji, gdy na pewnym odcinku szosy na północy Kamerunu asfalt był już tak stary i wykruszony, że miejscowi zaczęli objeżdżać to miejsce szerokim łukiem. Powstał naturalny, piaszczysty objazd przez sawannę, na którym... a jakże! Władze ustawiły rogatkę i punkt poboru opłat.

Afryka rozwija się obecnie w szybkim tempie i ma ambicje na gospodarczą i polityczną integrację. Zróżnicowanie państw kontynentu i infrastrukturalne bariery między nimi powodują jednak, że długo jeszcze (o ile w ogóle...) Unia Afrykańska nie będzie przypominać tej Europejskiej. Na pewno, jeśli chodzi o swobodę przemieszczania się. Małe, nieśmiałe kroki są podejmowane. Na początek na szczeblu regionalnym. Inicjatywy takie jak ECOWAS, ECCAC/CEMAC czy EAC lub SADC godne są odnotowanie. Opornie i powoli, ale jednak tworzą się zalążki uni celnych i walutowych. Usprawnianie są połączenia między państwami i upraszczane procedury, także wizowe. Towary można przewieźć z jednym kompletem dokumentów, nową drogą, która przekracza granice oraz na jednej wizie. Wszystko jednak na nic, jeśli nadal w poprzek drogi zostanie rozwinięty sznurek...









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz