Etykiety

piątek, 16 czerwca 2017

Dwie dekady razem

"Jak to szybko zleciało! Jakby wczoraj. Chociaż... Chyba nie. To jednak kawał czasu." "Masz rację. To jest tak jak z przeżywaniem czasu i późniejszym jego wspominaniem. Jeśli nic się nie dzieje, nuda i w ogóle - to dłuży się niesamowicie, ale jak przyjdzie o takim dniu, tygodniu czy roku opowiedzieć - to o czym tu mówić? Minuta i zrelacjonowane. Co innego czas pełen wydarzeń - mija szybko, ale potem opowiadanie o nim czy chociażby wspomnienie w swoich myślach trochę zajmuje."

"To jak to było z nami, przez te 20 lat?" "Chyba nieźle. Weźmy chociażby ostatnie parę miesięcy, ten rok: Zaczęliśmy go w Yaounde, potem krótki wypad do Nigerii i powrót z przygodami do Europy. Później była moja nowa praca, ze wszystkimi wzlotami i upadkami. Urodzinowe porwanie do Rumunii i chińska przygoda. Krótki wypad do Chorwacji (no wiem, byłem sam, więc nie całkiem się to liczy ;-)) i wspólne zapoznanie się z Turcją. A, i jeszcze po drodze warszawski półmaraton. Potem Wielkanoc w Polsce i pełen stresu powrót przez paskudne Schoenefeld. A to dopiero połowa kwietnia, przed nami były jeszcze rekolekcje, ślub Marysi, święcenia Przemka i Zanzibar. Oraz paszportowe przygody w ambasadzie Kamerunu."

"No tak... W dodatku dostaliśmy trójkę nowych dzieci do wychowania. Właściwie to czwórkę, bo Elsa określa się sama jako nasza córka. No i chyba też przyadoptowaliśmy Laurkę :-)" "Tak, Bóg nam w dzieciach wynagrodził. To nic, że w czarnych, dorosłych czy na odległość. Fajne są."

"No są. Ale czasami myślę o tych naszych, prawdziwych... Jakie by były, co by lubiły..." "No wiem. Pomyśl, że kiedyś wybiegną nam na spotkanie i będziemy wtedy w komplecie. Takie swoiste memento, że na tym świecie pełni szczęścia nie można osiągnąć..."

"Życie bez goryczy nie byłoby prawdziwe. Ale chyba nie mieliśmy jej zbyt dużo, prawda?" "No, może nie tak dużo, ale smak i radość popsuła na długo... Ster S.A., nie przez nas zawinione długi, życie na pożyczkach i od wypłaty do wypłaty..." "Wiesz, ale to też były cenne doświadczenia. Pozwalają na nabranie dystansu do stanu posiadania i lepsze zrozumienie innych. Zwłaszcza tych, którym się gorzej od nas powodzi. Syty głodnego nie zrozumie, powiadają. A my nie zawsze byliśmy tak syci i bezpieczni jak teraz..."

"Wiesz, najbardziej się chyba bałam, jak Cię wzięli na operację. Tak nagle, w nocy, nikt nie wiedział, co Ci jest. Nie wiem, jak bym to przeżyła, gdyby nie Ela i Michał..." "Ja miałem podobnie, jak musiałem Cię zostawić przed salą operacyjną dwa lata później. To wprawdzie było planowane i nic Ci nie groziło, ale to jednak otwarcie brzucha i narkoza. Gdyby nie Olga..."

"No właśnie. Z przyjaciółmi też nam się udało, prawda? Do dziś nie wiem, czemu ludzie (niektórzy, to prawda) nas tak lubią. I podziwiają. Czy my naprawdę jesteśmy jacyś wyjątkowi?" "Nie wiem. Może to, co dla nas jest zwyczajne i niewarte wzmianki, w ich świecie nie jest takie oczywiste? Nie raz zresztą się przekonaliśmy, że dobro zawsze wraca. Pewnie, nie dlatego, żeby kiedyś samemu tej pomocy doświadczyć, ale tak po prostu. Lepiej być dobrym niż zimnym cynikiem. Chociaż, jak mawiał mój dziadek, "Kto ma miękkie serce, powinien mieć twardą d...ę." "Widzisz, kluczem jest tu chyba bezinteresowność. Jak coś dla kogoś robisz nie z wyrachowania, tylko tak o, po prostu (niech tam, można to nazwać nawet górnolotnie miłością bliźniego), to nawet późniejsza niewdzięczność aż tak nie boli. Cóż, tylko słabymi ludzikami jesteśmy... Czasem jednak zaboli."

"Ano zaboli... Ale znacznie częściej doświadczamy czegoś pozytywnego, nie? Uśmiech dziecka,  zadowolonego z wakacji. Przytulenie, podziękowanie za odwiezienie na lotnisko... Nas przecież nieskończoną ilość razy odbierali i odwozili!"

"Zauważyłeś? Znowu mówimy o innych ludziach. Tak, jakbyśmy nie potrafili się określić bez odniesienia do kogoś... Nie możemy się oderwać, od wszystkiego co na zewnątrz i pobyć trochę sami?"

"Pewnie, że możemy. W końcu prawie cały nasz wspólny czas to czas we dwoje (nie licząc kota i owadziego drobiazgu)." "Uwielbiam tę naszą samotność we dwoje, jak to śpiewa Rynkowski. Wiesz, co jest w niej najlepsze? Jak to mówisz "milczenie razem". Słowa, hałas są niepotrzebne. Wystarczy nam nasza obecność, cos ciepłego do picia, dobra książka, mruczący kot na kolanach..." "To co, zrobić Ci kakałko i pomilczymy sobie razem?" "Kocham Cię!" "Ja Ciebie też! To idę zrobić."


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz