niedziela, 1 stycznia 2017

Rok z Afryką w tle

Ostatnie chwile 2015 i pierwsze 2016. Parafia w Ntoum, polscy kapucyni i miejscowa Odnowa w Duchu świętym, żywiołowo "czuwająca" aż do rana. Razem z tegorocznym to już czwarty Nowy Rok, witany przez nas w Afryce. Przynajmniej tej geograficznej, do której zaliczamy też Wyspy Kanaryjskie. Rok 2016, od Ntoum do Yaounde. Rok rozpoczęty i zakończony Afryką... Chociaż właściwie bardziej "afrykański" był 2015, z naszym pierwszym tu przyjazdem i posmakowaniem trochę dzikiej Afryki. Nowość afrykańskiej rzeczywistości uderzała wtedy do głowy, biła po oczach i nozdrzach. Drugi raz był już przyjazdem w znane miejsce, do domu, przyjaciół i naszych dzieci. Wybraliśmy się wtedy dalej i na dłużej, na trzy dni do Gabonu i prawie tydzień w Kribi.

To już rok, który wczoraj minął (dla wielu "na szczęście"). Rok kryzysu, niepokojów i obaw o przyszłość. Czy rzeczywiście był tak straszny, jak zwykliśmy go teraz malować? Dla nas nie był taki zły, chyba nawet dość udany. No po popatrzmy. Zaczął się duszną, równikową nocą, by mieć swoją kontynuację na atlantyckiej plaży. Potem było bezwarunkowe zawierzenie Tej, bez której nie byłoby Bożego Narodzenia. Później krótki pobyt w Londynie, u dawno niewidzianych przyjaciół. Kurs pierwszej pomocy na morzu i upragniona lustrzanka dla żonki. Urodzinowa niespodzianka w Irlandii i Wielkanoc w stronach rodzinnych, z tradycyjną wielkosobotnią agapą w wiadomym domu :-) Przedtem było wprowadzenie do życia biegowych nowości a później afrykańska we wspomnieniach wizyta na Północy. Majowe rekolekcje w podtoruńskim zamku i ślub młodych przyjaciół. Ślubów w sumie było trzy (na których byliśmy), było też parę chrztów i pogrzebów. Życie... Czasem w biegu, zwłaszcza na ulicy, czasem w podróży, na przykład do walijskiego smoka. Pierwsza komunia Ani i prezent z niej samej, w postaci pobytu u nas. Oprócz Ani parę osób się przez nasz dom przewinęło, na przykład Andrzej i Szyszylce (wtajemniczeni wiedzą, o kogo chodzi). Był też nieplanowany półmaraton w Warszawie i planowany w Brukseli. Wrześniowy rejs na Cykladach i ostatnia tego roku, listopadowa dwudziestka. I tak nadszedł grudzień i kolejny rok zatoczył koło.

źródło: trojca.waw.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz