piątek, 16 grudnia 2016

Aaaa tam, ciicho byyyydź!

Zaczynał w starym grodzie Kraków
a że z natury nie był leń
wyjechał do Poznania pracuś
by w kabarecie spełnić się

Stan Tutaj, Piosenka z gwiazdami

"Pozdrowienia od Smolenia i piosenek cały kram. Wszystko się zmienia, Bodzio zawsze jest ten sam!" Prawie 20 lat temu śpiewał Stan Tutaj, mniej lub bardziej udanie naśladując głosy niektórych gwiazd polskiej estrady. Bohdan Smoleń, ze swoim nikczemnym wzrostem i podobizną "często spotykaną na słupach wysokiego napięcia" był na niej postacią charakterystyczną. Był, do wczoraj... Właściwie to  był już od jakiegoś czasu, żyjąc na uboczu, w podpoznańskim miasteczku, zmagając się z chorobą i osamotnieniem.

Czy jednak o postaciach takiego formatu można napisać "był"? W końcu człowiek żyje dopóki, dopóty żyje o nim pamięć. Bohdanowi Smoleniowi jednak - mimo mizerii końcowych lat jego życia - zapomnienie nie grozi. Nie ma chyba nikogo z mojego pokolenia, kto nie pamiętałby pani Pelagii "bez kozery mówiącej pińcet". Powiedzenie, które weszło do języka potocznego, oznaczając podawanie zawyżonych danych w zależności od rozmówcy. Albo słynna szeptanka z "a mnie za te 40 lat to nikt, k... nie przeprosi!". Zanim zaczęliśmy rozumieć ukryte w monologach i dialogach aluzje, cieszyły nas śpiewane ochrypłym, nie najbardziej melodyjnym głosem piosenki: z Pana Kleksa lub z realizowanych w Poznaniu widowisk z cyklu "Dziecko potrafi" (Smoleń jako zatruwacz powietrza, podpalacz czy diabeł z orszaku Neptuna). Później, dojeżdżając do pracy, "o świcie w tramwaju", chodziły po głowie słowa tej piosenki. Po drodze nie ominęła pana Bohdana przygoda z disco polo, na przykład w postaci utworu odnoszącego się do debaty przedwyborczej w 1995 roku. Ciekawe, czy niektórzy z tych, tak zawzięcie broniących dzisiaj Lecha Wałęsy pamiętają, ja wtedy byli zażenowani owym "ani be, ani me..."

Bohdan Smoleń to jednak przede wszystkim kabaret. Pełen znakomitych, sytuacyjnych skeczów, piosenek i ukrytych aluzji. Od odbiorcy kabaretowych żartów lat 80-tych wymagano inteligencji, dzięki której można było rozszyfrować wszystkie te niedomówienia, parodie czy porównania. Brakuje dzisiaj, w czasach totalnej wolności artystycznej wypowiedzi, takiego właśnie, zawoalowanego dowcipu. Celnie kłującego tu i tam, ale nie poniewierającego i nie równającego do najniższych gustów. Może to jednak cena, którą za tę wolność płacimy?

Tu puenta się wyłania właśnie i nie ma co się na nią złościć. Bez publiczności - gwiazda gaśnie. Bez gwiazd zaś - nie ma publiczności. Bohdan Smoleń występuje już przed niebiańską publicznością. Tylko w tym roku dołączyło do niej sporo znanych postaci świata kultury, rozrywki, religii, sportu czy polityki. Bogusław Kaczyński, Karl Dedecius, Ryszard Bender, Umberto Eco, Andrzej Zuławski, Hans Dietrich Genscher, Imre Kertesz, Jan Kaczkowski, Johan Cruyff, Guido Westerwelle, Marian Kociniak, Nancy Reagan, Prince, Zyta Gilowska, Andrzej Urbański, Maria Czubaszek, Tadeusz Gocłowski, Janina Paradowska, Andrzej Niemczyk, Elie Wiesel, Joao Havelange, Szimon Peres, Gabriele Amorth, Carlo Azeglio Ciampi, Waldemar Dziki, Bhumibol Adulyadej, Franciszek Macharski, Dario Fo, Andrzej Kopiczyński, Andrzej Wajda, Michal Kovacz, Fidel Castro, Jerzy Cnota, Leonard Cohen, John Glenn czy Tadeusz Chmielewski. Oraz, zupełnie niepostrzeżenie, Andrzej Wasilewicz - Zenobiusz, "fachowiec z dyplomem", tak potrzebny swego czasu w Rudnikach. Kto wie, może teraz bardziej okazał się potrzebny po tamtej stronie? Tak jak i listonosz Edzio... Do zobaczenia, panie Bohdanie! I dziękujemy!


źródło: Gazeta Wyborcza


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz