Etykiety

niedziela, 6 listopada 2016

Mysz-Akceleracja

Jachtem mocniej zakołysało i Skipper przebudził się z popołudniowej drzemki. To już nie była długa, atlantycka fala. "Chyba już jesteśmy blisko Gomery i Teneryfy... Tutaj zawsze wieje mocniej", pomyślał. Strefa przyspieszenia - zona de acelarecion. Osławiona akceleracja, z których słynie ten archipelag. Podobnie było kilka dni temu, gdy wchodzili do San Sebastian de la Gomera. Ostatnie 2-3 mile do portu, nie więcej. Już widać falochron, prawie u celu. A tu jak nie dmuchnie! I rzuca, i wyje, i chlapie. Za falochronem też nie lepiej - San Sebastian znane jest z wieczornych szkwałów, zimną lawiną zwalających się w dół z otaczających miasto gór.


"Uaaaau!" zawyło coś na górze. A, to tylko chłopaki na górze. Za sterem mała, biedna Mysz. Dzielnie się trzyma dziewczynka. Za nią, oparci o pałąk od bimini, stoją Zenon i Piotrek. To oni tak reagują na każdą większą falę. Co parę minut zatem gromkie "Uaaaau!" i cieniutkie, samotne "O Boże!". Jak pisk wystraszonej myszki.

Było coś fajnego w tym San Sebastian? Skipper próbował sobie przypomnieć pierwszy port w tym rejsie. Miasteczko sympatyczne, nieduże. Knajpka, do której trafili też całkiem przyjemna, jedzenie smakowało. Na drugi dzień była wycieczka w interior. Wspinająca się serpentyna, coraz wyżej i wyżej, wulkaniczne krajobrazy i lasy wawrzynowe. Szare i pachnące spalenizną po niedawnym pożarze, ale i tak jakby z innego świata. Białe, spieczone słońcem miasteczka i plaże o palącym, czarnym piasku. Valle Gran Rey z widokiem, od którego kręci się w głowie.



"Jebuuuud!" Głowę mogło nie tyle zakręcić, co urwać. Nie krajobrazy Gomery a urwana półka znad nawigacyjnego. Rachityczne gwoździki nie wytrzymały akceleracyjnych przechyłów i obciążenia almanachem. Półkę urwało i rzuciło w poprzek mesy, prosto na koję na której rozmyślał Skipper. Instynktownie jednak zakrył się ramieniem. Zsinieje i będzie boleć, ale za to głowa pozostanie na miejscu. Tak, głowę się ochrania, nie to co nogi. Te, pozbawione ochrony bimini, spaliły się w sierpniowym, kanaryjskim słońcu. Dlatego Skipper nie wychodzi na pokład, gdzie dzielna trójka wytrwale przebija się przez wyjący wiatr i spienione fale w kierunku Teneryfy. Chłopaki ciągle nakręceni ("Uaaaau!"); Mysz już tylko wydaje z siebie żałosne "Mmmmmmiiiiii...."


Słońce... Pełno go tutaj. Wyspy wiecznej wiosny. Pełne spalonej ziemi i popielnych pustkowi ale też zielonych ogrodów i pachnącego kwiecia. Będzie go sporo po północnej stronie Teneryfy, gdzie wyruszą już po rejsie. Ale zachodnia La Palma też była piękna. Kwiaty, palmy i banany. I te desery z migdałami i miodem... Na koniec zaś południowy cypel wyspy, z geologicznym niemowlęciem (bo powstałym zaledwie niecałe 400 lat temu) - wulkanem San Antonio. Oraz z całkiem nowonarodzoną Tenguią, która wypluwała snopy rozżarzonych iskier, popiołu i żużla w roku 1971. O dziwo, to nie tam, na La Palmie, można do dziś zaobserwować aktywność wulkaniczną, ale na położonej na drugim krańcu archipelagu Lanzarote. Geologicznie najstarszej, ale ciągle gorącej wskutek skalnej anomalii zatrzymującej na małej głębokości wrzącą lawę. Tak, że kiełbaski i steki można piec na ruszcie nad studnią, w naturalnym, wulkanicznym żarze. Wrzucone w dwumetrowy dół gałęzie zajmują się ogniem a wlana nieco głębiej woda wytryskuje parowym gejzerem.



"Sssssszuuu!" Pióropusz wodnego obłoku i syk wody. Skąd tu, na oceanie gejzer? A nie, to tylko większa fala, która tym razem wdarła się na pokład, zmaczając naszą dzielną trójkę. "Jak dobrze, że zostałem pod pokładem", pomyślał Skipper. Ale chyba zaraz trzeba będzie wyjść, pokierować wejściem do Los Gigantes. Powinno już być widać światła wejściowe do portu. Całe szczęście, że nie wieje z północnego zachodu lub z zachodu - wtedy wchodzić tam, pod niebotyczne klify, byłoby niebezpiecznie. A na reszcie zachodniego wybrzeża Teneryfy portów przyjaznych jachtom jak na lekarstwo. Dobra, zakładamy sztormiak, uprząż i na górę. Czas zmienić Mysz; dość już się namęczyła i zestresowała.


Kolejne bujnięcie (Skipper odruchowo złapał się poręczy) i kolejna fala. "Uaaaau!", zawołali chłopaki. "Mmmmmmiiiiii...", zapiszczała z przerażeniem Mysz. Skipper uśmiechnął się pod nosem. "W sumie dzielna ta Mysz. Nawet bardzo." Mysz-Akceleracja.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz