środa, 28 września 2016

Refleksje na koniec lata

Bieg

Późnoletnio-wczesnojesienne słońce. Najpierw w gorącym, greckim wydaniu. Sobotni świt w Atenach, knajpy pełne ludzi i muzyki. Ich dzień, wczorajszy, powoli się kończy, będą pewnie spać do popołudnia. Mój dopiero się zaczyna, wieczorem wychodzimy w morze. Rano, przed szóstą. Pobiegam z dwie godziny, za dwa tygodnie półmaraton. Ciemno jeszcze, ale współbiegaczy trochę jest. Wzdłuż torów tramwajowych, na południe. Potem trochę na północ i z powrotem, do hotelu. Ateńskie koty, jak mureny spośród skał wystawiające swe czujne pyski spomiędzy krat ogrodzeń. Rzut oka w tą, w tamtą i nur z powrotem w ciemność podwórka. Miasto powoli się budzi - a może wcale nie zasypiało? Później będą trzy kwadranse w Naxos, pod łuk świątyni Apollina i w druga stronę, po plaży. Już nie sam - biegnę w towarzystwie o połowę młodszego załoganta. Powtórzymy to potem w malowniczej Apolloni na Milos, wyczerpującymi interwałami. I wreszcie na powrót park w Tervuren, kółeczko wokół stawów. Ostatni interwał przed niedzielnym biegiem. Forma jest, będzie dobrze.
 

 Morze

Szklisto gładkie, rozświetlane księżycem w pełni. Oleisto ciężkie, prawie bez wiatru, w palącym słońcu południa. Zburzone gwałtownym, zachodnim wichrem. Wypełniające kilkusetmetrową głębię kaldery na Santorini i rozbijające się o skały wybrzeży. Ciemne, nocne, trochę niepokojące. I jasne, oślepiające, głębokoniebieskie w dzień. Rozwiało się meltemi, fala podniosła. Chwilami piana układa się prostopadle do grzbietów, sygnalizując sztormową siłę. Będzie ciężka noc, ale na razie jest kawał fajnego żeglowania. Parę miesięcy ćwiczeń siłowych daje teraz o sobie znać - ręce nie będą boleć po kilkugodzinnym opieraniu się sterowi. Powoli się wdrażamy do panujących warunków. Raz po raz dostajemy mgiełką słonych bryzgów, czasem solidniej, jakby z wiadra. Chluuuuussss! Słony pocałunek od Egejskiego. Tak, jakby nas zaakceptowało i doceniło naszą postawę. My też Cię kochamy, Morze!
 

Giannis

"Rafał, mówiłem Ci: nie duś tego rozrusznika! Wszystko się wtedy zaczęło. Poza tym powinieneś mieć paliwo. A tak, Ty zapłaciłeś, ja też trzy razy tyle. I po nic. Ech..." "Opowiadałem Wam o swojej przygodzie z polską dziewczyną? Nie? To posłuchajcie. Było to za głębokiej komuny, w porcie w Szczecinie..." "Następnym razem popłyńcie na Małe Cyklady, na południe od Naxos. Albo na Levithę, na wschód od Amorgos. Mieszka tam tylko jedna rodzina a miejsce jest przepiękne." "Zapomniałeś tabletu? O której masz samolot? A, to spoko. Znalazłem go. Jadę do Was, czekajcie przed terminalem." "Proszę, przyjacielu. Do nastęnego razu!"
 

Ona

Ostatnie dwadzieścia kilka godzin ją zmarnowało, jak nas wszystkich. Byle teraz odespać, umyć się i ogarnąć. Jeszcze wieczór w Atenach, na Place. I jutrzejsze przedpołudnie pod Akropolem. Już jest dobrze, są kamienie i starocie. Nawet na łódki może znów patrzeć. "Już nie wrócę na morze, nigdy więcej o nie..." Czyżby? Każde "po rejsie" jest "przed" kolejnym. To dokąd następnym razem? "Oczywiście, że z Tobą popłynę, Kochanie. Jak inaczej to sobie wyobrażałeś?"


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz