Etykiety

czwartek, 21 lipca 2016

Ptaki, świt i nadzieja

Znów lato i znów upalne noce. Niezwykłe, zaskakujące po niedawnych chłodach i działającego jeszcze miesiąc z kawałkiem temu ogrzewania.  Znów duszna i gęsta noc. Wcale nie ciemna, tak jak tam. Okna otwarte, jasno. Pełnia właśnie jest lub dopiero co była. Tylko księżyc, upał i żabi rechot...
Tylko? Nie, jest coś jeszcze. Chłód świtu i świeżość poranka. Rytmiczne szuranie butów po parkowej ścieżce. Już noce i poranki nie będą takie jak kiedyś, bo parę razy w tygodniu będę im wychodził naprzeciw. W poranną mgłę, mżawkę czy słońce. Przed siebie.
Ptaki... Mnóstwo ptaków. Bardziej widać niż słychać. Skrzeczące staccato srok. Modulowana pieśń szpaków i kosów. Dzwoneczki skowronków gdzieś w górze. Kwak i gęg. Syk gęsio-kaczek i donośny krzyk łabędzi. Niezliczone ciłyty, tiurliki i popiskiwania, których autorów nie potrafimy nazwać. Dlaczego w szkole nauczono nas budowy układu wydalniczego dżdżownicy a nie pokazano, jak rozpoznawać po głosie ptaki naszych lasów i zarośli?

Drzewa, krzewy i trawa. Porosty i zgniły, grzyby zapowiadający zapach ściółki. Skoszone siano, zapach dzieciństwa i początku wakacji. Krok za krokiem, w nowy dzień. Zaraz... Co to było? Skądś znam ten zapach, ale że on tutaj? Co to jest? Modrzew! Charakterystyczne, zwisające frędzle igieł. Z takiego drzewa zbudowano kościół w mojej rodzinnej miejscowości. Zapach wieczornych nabożeństw i niedzielnych mszy.

Nie może zatem być beznadziejnie. Jest poranek, nowy dzień. Ode mnie tylko zależy, jaką treścią go wypełnię. Ptaki, którym tak niewiele potrzeba do codziennej pieśni. Świt, codziennie mrok rozjaśniający i nowy dzień zaczynający. Nadzieja, bo ona zawsze z nowym dniem przychodzi. Nawet gdy wokół tyle zła i strachu. Nie odbierzecie mi jej. Ją zawsze świt i ptaki oznajmiają.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz