sobota, 25 czerwca 2016

Opowiem Ci...

Chodź, opowiem Ci o pewnej krainie... Leży za morzami i górami. Prawie jak w bajce. Symbole też ma bajkowe, trochę niespotykane: czerwonego smoka, zielony por i żółtego żonkila. Ma swoją reprezentację piłkarską, chociaż nie jest niepodległym państwem. To właśnie o reprezentację tego kraju zapytałem dawno temu moją mamę. Później przeczytałem o nim w "Mozaice". Było takie pismo, chyba kwartalnik, siermiężnie wydawane w szarzyźnie lat 80-tych. Zawierało proste teksty po angielsku (były też wydania rosyjskie i niemieckie), z tłumaczeniem co trudniejszych słówek. Z tej "Mozaiki" dowiedziałem się, że piłkarze stamtąd grają ma czerwono. Parę lat później, lekcja angielskiego w liceum. Tytuł czytanki zupełnie nie po angielsku a pani profesor Kozalska mówi, że ten język "nie jest dla normalnych ludzi"...



To było już ponad 20 lat temu a jakby całkiem niedawno, pamiętasz? Trudny czas dla nas, czas rozstania. Pojechałem tam na stypendium, na cztery miesiące. Czasy przedinternetowe i przedkomórkowe. Dzwoniłem raz na tydzień. Suma dzisiaj pozwalająca na chyba tydzień surfowania w necie wtedy wystarczała na pięć minut rozmowy... Za to dużo do siebie pisaliśmy. Chyba nawet mamy gdzieś te długie listy. Oj tak, kochałem Cię wtedy bardzo. Ale Ty mnie chyba też. To się przecież nie zmieniło, prawda?



Czy ten kraj, tam za morzami i górami się zmienił przez te 20-kilka lat? Zobaczymy. Chciałeś przecież zobaczyć smoka. Będzie, na zamkowym błoniu. Fakt, krótko tam polecimy ale trzeba będzie ponad dwie godziny jeszcze jechać samochodem. Za to dobrymi, szybkimi drogami. To pierwsza cecha odróżniająca tę krainę od tej jeszcze dalszej, którą obydwoje dobrze znamy i kochamy. Też jest zielono, ale mniej dziko, prawda? O, to już tu. Miasteczko i zamek. Piękny jest. Duża forteca musiała to być. Jest smok! Ale fajny! I jaki realistyczny. To nic, że tylko trochę go widać. Fajnie powiedziałaś: wcale go nie zakopali, on zmartwychwstaje! Co, że dzień ponury i światło beznadziejne? Dasz radę. Obrobisz te zdjęcia tak, że będą super.



Sama widzisz, że oprócz smoka nic nie ma tu ciekawego. Jedźmy więc dalej, przez góry. Może tu się zatrzymamy na nocleg? Hm, wcześnie jeszcze. Może jednak podjedziemy dalej, tam gdzie planowaliśmy. O, to tu. Miasteczko na "L" (lub nawet na "LL"...) No wiem, nieciekawie ten lokal wygląda, ale to tylko jedna noc. Rano pójdziemy się rozejrzeć.

Całkiem tu sympatycznie. Wygląda jak kraina na wschód stąd, ale ludzie tacy, jak w tej na zachód. Sami zaczepiają na ulicy. Słyszałaś, tam w sklepie? To był ten język "nie dla normalnych". Niepodobny do niczego, fakt. Wtedy, 22 lata temu, Marek określił go jako "kosmiczny". Ludzie są tu perfekcyjnie dwujęzyczni, nawet dzieci. Częściej też tę pradawną mowę słychać niż za morzem, hen na zachód. Jedziemy dalej, nad to morze właśnie. Ha, wiedziałem! Morze zawsze Ci się spodoba. Ładnie tu, prawda? Pocztówkowo wręcz. O, to już prawie tu. Tutaj mieszkałem i studiowałem. Ech, tyle wspomnień. To był tylko semestr a wydaje się kupa czasu. Fajnych ludzi też się poznało. Marek, Adam, Terrence, Alison, Lauma, Ute, Joerg, Sandra, Vladi, Natasza... Ciekawie co teraz robią. O, tu jest zamek. Ruina, ale ciekawa. A to Stary College. Prawie jak Hogwart, nie? A tu już molo i promenada. Tam, na końcu jest nasz hotel.



No to co, idziemy na górę? OK, możemy wjechać. W końcu to zabytkowa kolejka a góra dość stroma. Widok stamtąd będzie zaje... Nie mówiłem? Wreszcie też udało nam się z pogodą. O, tu jest ścieżka wzdłuż klifów. Tak, w zatoczce, jest knajpka gdzie pracowała (pracuje?) ta pani, która na wszystko odpowiadała "O, jak cudownie!" Zejdziemy teraz na dół, wzdłuż promenady. Hm, niewiele tu się zmieniło a jeśli już, to na gorsze. Sporo domów aż się prosi o odnowienie. O, tu mieszkałem! To ten akademik! Prawda, że super położony? Za to molo odbudowali po sztormach sprzed paru lat. A i zamek wygląda na bardziej uporządkowany. A tam jest pomnik Wellingtona, taki miejscowy monument, gdzie składa się wieńce na 11 listopada. Patrz, jakiś wariat tam wlazł, na głowę rzeźby kobiety, i gra na klarnecie. Heeeej! Nie bój się, nie zadzwonimy na policję. My lubimy wariatów. Sami trochę tacy jesteśmy.



"Statek i zamek". Tu chodziliśmy na piwo i muzykę na żywo... Dzisiaj jest tu aż za żywo. Osiemnastka jakaś. Ależ drą ryje! Pewnie, idziemy stąd. Nie miałbym sumienia Ciebie tu wciągać. O, tu jest główna ulica handlowa. A tam będą knajpki, poszukamy czegoś. Hm, tu też głośno. Chodźmy do któregoś z hoteli, tam powinno być ciszej. No, rzeczywiście było. I cicho, i smacznie.

Co dzisiaj? No, niedziela przecież. Msza jest o 11. Niestety, parafialny kościół p.w. Św. Winefrydy i Matki Bożej Anielskiej nie wiedzieć czemu zamknięty i ogrodzony. Msza będzie w szkole, wiem gdzie to jest. Chyba trafiliśmy na pierwszą komunię. Kolejną w tym roku. Patrz, tu jest lista dzieci. Dwa nazwiska polskie i cztery nigeryjskie. Taki jest tutejszy Kościół Katolicki. Większość mieszkańców tej krainy, jeśli w ogóle do jakiegoś Kościoła należy, to do jednego z tych niekonformistycznych: metodystów, unitarian, baptystów czy zielonoświątkowców. Oj, rozpadało się... Dzisiaj nie połazimy. Ale jedźmy, przed siebie. Dom Motyli! Chcę tam! Proooszę! Dobra, w końcu to i tak po drodze. Uff, ale tu duszno. Jak w Gabonie. Ale motyle śliczne. I te ćmy, wielkości połowy kartki A4! Trochę mniej pada. Fajna droga. Wąsko, ale malowniczo. Prawdę pisali: piękna ta dolina. Na jej końcu jest nasz cel: Diabelski Most. Tak nazwany, bo podobno niemożliwe było zbudować go tylko ludzkimi siłami. To tam, w dole. Ależ głęboka rozpadlina! No, nie dziwota, że tyle o niej diabelskich legend krąży. Szkoda że pada... Takie fajne zdjęcia mogłyby być. No to co, wracamy? W tym deszczu i tak nic nie zwiedzimy.




Ostatni dzień. Czas wracać... Zatrzymamy się jeszcze z raz lub dwa. Może w końcu znajdziemy tego smoka dla Ciebie. Hm, smoka w kolczykach nie było, ale jest na koszulkach. Mamy takie same. Tak, jak lubimy. No cóż, korek. Nie martw się, zdążymy. Nie wiesz, gdzie jesteśmy? Ale ja wiem, zaufaj mi. A nie mówiłem? Jeszcze spokojnie coś zjemy przed odlotem. No tak, wiem... Nie było chyba tak fajnie, jak oczekiwaliśmy. Mówisz, że ta kraina serca Ci nie skradła? Ta za następnym morzem, na zachodzie, piękniejsza? Hm, nie lubię oceniać, ale chyba się zgodzę. Pewnie jakiś czas tu nie przyjedziemy, ale może jednak, kiedyś? Może tam na północ, gdzie jest miasteczko z najdłuższą nazwą? No tak, wiem... Nie byłbym sobą, gdybym znów czegoś nie knuł. Ale kochasz mnie takiego, prawda? No to będę knuł. A na razie opowiem Ci...


2 komentarze:

  1. Pięknie piszesz... niech Cię....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Chociaż nie wiem co mnie... ;-) I kto mi tego życzy

      Usuń