Etykiety

czwartek, 9 czerwca 2016

Kocham Cię jak Irlandię

A Ty się temu nie dziwisz, wiesz dobrze, co byłoby dalej (...)
Kobranocka, "Kocham Cię jak Irlandię", 1990

Sinne Fianna Fáil a tá faoi gheall ag Éirinn,
Buion dár slua thar toinn do ráinig chugainn.
Amhrann na bhFiann (hymn Irlandii)



Czy był to rok 1990, gdy na listach przebojów królowała nie mająca nic wspólnego z Irlandią piosenka Kobranocki? Może jednak trochę wcześniej. Jakas taka niewyjaśniona fascynacja krajem na peryferiach Europy. Później przyszło olśnienie - przecież w ich święto narodowe, Dzień Świętego Patryka, przypadają moje urodziny! W 1991 graliśmy zaś z Irlandią w eliminacjach Mistrzostw Europy, więc nie mogło mnie nie być na meczu w Poznaniu. Odkrycie Toarzystwa Polsko-Irlandzkiego, krótka w nim działalność. Nabycie pierwszego w Polsce podręcznika języka irlandzkiego i mozolne próby nauczenia się tej niełatwej mowy. Parę lat później byłem już bardzo blisko, po drugiej stronie morza, w Walii. Do dziś nie wiem, jak to się stało, że wtedy nie pojechałem choćby do Dublina. Miałem to jednak wkrótce odbic sobie z nawiązką :-)



W roku 2000 dostałem się do Krajowej Szkoły Administracji Publicznej, gdzie w ramach nauki przechodziło się dwumiesięczny staż zagraniczny. Początkowo miałem jechać do Szwecji, jednak ubłagałem przeniesienie mnie do grupy irlandzkiej. Dwa miesiące w Dublinie, piękną jesienią A.D. 2001. Tylko dwa razy wtedy padało, rzecz na Zielonej Wyspie niespotykana. Dublin, spacery na staż, do kościoła, na miasto i na plażę. A w weekendy samochód i jazda lewą stroną na północ, zachód i południe. Malahide, Bru na Boyne, Tara. Galway, Connemara i Wyspy Aran. Klify Moher i Ring of Kerry. Cork, Waterford i Belfast. Donegal, Derry i Grobla Gigantów. Przynajmniej przejechaliśmy przez wszystkie 32 historyczne hrabstwa Irlandii, wliczając część brytyjską. Ostatnie tygodnie z funtem irlandzkim i pierwsze zapoznanie z euro (komplety monet można było kupić w bankach i na poczcie już parę tygodni przed oficjalnym wprowadzeniem wspólnej waluty).



Przeprowadzka do Brukseli i pierwsza wycieczka oczywiście do Irlandii. Jeszcze wąskimi drogami, autostrady łączące główne miasta dopiero w budowie lub planach. Piękny i tajemniczy Półwysep Dingle, wyspa Blasket, oratorium Gallarusa i irlandzkojęzyczni mieszkańcy. Sklep muzyczny Mazz O'Flaherty w kilkutysięcznym mieście Dingle (gdzie dziś jest nawet polski spożywczak...) Rok później walentynkowa niespodzianka, też na Dingle tylko z drugiej strony. B&B u miłej rodzinki, gdzie pięcioletni Donncha w ogóle nie mówi po angielsku a jego cztery lata starsza siostra Rosisin jest dwujęzyczna. Jednodniowy cielaczek i sympatyczny owczarek.



Rok 2009 i wyprawa w trójkę, z Żonką i moją Siostrą, która też zachorowała na zieloność. Znów klify Moher i Wyspy Aran, ale tym razem mniejsza z nich, Inis Oirr. Wydobywanie dźwięku z osła i pustkowie The Burren. Tajemnicze zakątki Connemary i ruiny opactw. Oczywiście też mili i zawsze rozmowni ludzie. Zauważa się jednak różnicę. Osiem lat wcześniej z Warszawy do Dublina trzeba było lecieć z przesiadką. Teraz Ryanair i Wizzair łączą irlandzką stolicę nie tylko z Warszawą, ale z wszystkimi polskimi lotniskami regionalnymi. Polski słychać na każdym kroku, tablice ostrzegające przed 200-metrową przepaścią Klifów Moher też po polsku. Irlandia jakby spowszedniała i stałą się bliższa. Bliższa komunikacyjnie nie znaczy, że bliższa mentalnie. Na pewno nie dla sporej części mieszkających i pracujących tam rodaków, którym jest wszystko jedno gdzie byle w euro.



Nam jednak nie spowszedniała i za każdym razem szukamy w niej tego celtyckiego niepokoju i tajemniczości czasami wręcz przechodzącej w grozę i szczerości zachodnioirlandziej wsi. Chyba jedynej wsi w Europie, gdzie miejscowi nie zamykają się w swoim gronie i chętnie zagadują przybyszów. A jak już owi odpowiedzą po irlandzku... Gdyby nie pokazywane w przepraszającym geście kluczyki od samochodu to chyba upiliby na umór ;-)



Luty 2016, uknuty w tajemnicy wyjazd do Donegal. Urodzinowy prezent dla Tej, którą jak Irlandię kocham. Ale czy rzeczywiście jak Irlandię? Chyba jednak bardziej, bo bez Irlandii mogę żyć. Tegoroczny wyjazd nastąpił po siedmiu latach przerwy; wydawało się, że z entuzjazmem tam wrócimy. No fajnie było, ale... Pierwszy raz Irlandia pokazała nam przez całe 3 dni swą szarą i mokrą twarz. A tak zawsze się chwaliliśmy, że dla nas zawsze ma słoneczne promocje. Takowe miała dwa miesiące później Norwegia, ale może to tylko zwodnicza wersja demo? Przyjdzie sprawdzić następnym razem. Podobnie jak Irlandię, którą jednak nadal bardzo lubimy. I na pewno do niej wróćimy, pewnie szybciej niż po kolejnych siedmiu latach. Jednak 17 marca w papierach zobowiązuje :-) Is maith liom Eirin, deirimse daoibh, is an-mhaith liom i...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz