wtorek, 24 maja 2016

Majowe refleksje

BRU-WAW

BRU, czyli Brussels Airport. Główne lotnisko stolicy Belgii i Europy, wciąż okaleczone po niedawnych zamachach. Co kilka kroków para żołnierzy w pełnym rynsztunku, nie mniej policjantów oraz pewnie niezliczona liczba agentów w cywilu. Niby terminal już działa, ale wejść można tylko z biletem oraz tylko przez parking. Czyli wspinając się ślimakowatym wjazdem, wśród odrapanych ścian i niezbyt przyjemnych wnętrz. Nigdy nie było tu zbyt reprezentacyjnie, ale teraz to już wiocha do kwadratu. Może lepiej wcale nie było otwierać portu z powrotem niż otwierać go w takim stanie? Do mało estetycznych wrażeń dochodzi końcowy stres: numer wyjścia system informacyjny podaje dopiero jakieś 45 minut przed wylotem. Więc stój człowieku przed wyświetlaczem i czekaj. Albo wydawaj kasę w "restauracjach" i sklepach z niepotrzebnymi rzeczami.

Na tym tle polskostołeczny Port Lotniczy im. Fryderyka Chopina (kod IATA: WAW) jawi się jako nowoczesny i funkcjonalny. Przestronnie, przejrzyście i bez nerwów. Byłoby super gdyby nie trzy rzeczy. Po pierwsze: kontrola bezpieczeństwa. Czy naprawdę pracownicy kontrolujący pasażerów (tak, wiem że to dla mojego własnego bezpieczeństwa) muszą być tak bezosobowi? I to zmuszanie kobiet do przechodzenia boso (lub w rajstopach) przez bramkę wykrywacza... Po drugie: toalety. Właściwie kible, bo tak należy je nazwać. Licho wykonane, ciasne i śmierdzące. Terminal budowany od podstaw - nie można było o to zadbać? I po trzecie: ceny posiłków. Woda, pół litra za 6 do 10 zł. Kanapka za 25 a jednodaniowy obiad dla dwóch osób za ponad 200. "Czy Ciebie Wąski się sufit na łeb nie urwał?"



Pierwsza Komunia

Maj, więc okres pierwszych komunii. Podekscytowane dziewczynki w bieli i chłopaki w pierwszych w życiu garniturach. Jeszcze większe zamieszanie wśród dorosłych. Co kupić, żeby nie było obciachu? Gdzie przyjęcie? A może podjechać limuzyną, a może karetą (był taki przypadek w Łodzi...) Co na siebie włożyć? Gdzie się wepchnąć, by złapać dobre ujęcie? (to nic, że jest wynajęty fotograf - bez zdjęcia na smartfonie ani rusz). Szum rozmów w kościele oraz stroje i zachowanie zdradzające rzadkie doń zaglądanie.
Jest jednak piękna i mądra (po rodzicach :-) Ania, która wie. Wie, Kto jest najważniejszy i jaki jest sens tego dnia i wydarzenia. Dla której największą radością są goście i rodzinne spotkanie. Która nie będzie umiała wyrazić przepełniającej ją radości, że prezentem będzie wakacyjny pobyt gdzieś tam, gdzie jeszcze nie była. Dobrze jest znać takich ludzi i wśród nich przebywać.



Park

Dwa warszawskie parki: Skaryszewski (wraz z Kamionkowskim Polem Elekcyjnym) oraz Łazienki Królewskie. Trzy różne pory dnia: późne popołudnie (wieczór właściwie), wczesne popołudnie i poranek. Spacerowicze, wędkarze i wracający z pracy. Pan opalający się na ławeczce i parka, gdzie dziewczyna idzie na boso :-) Pracownicy miejskiej zieleni zbierający śmieci i żule taszczący nie wiadomo co. Kaczki, gawrony, pawie, wiewiórki i psy. Rowerzyści i biegacze. Właśnie... Nie tylko biegacze, ale praktycznie każdy (no, może oprócz par i grup przyjaciół czy rodziny) odgrodzony od świata słuchawkami lub ekranem smartfona. Wzrok przed lub wręcz pod siebie. Mało kto odpowiada na pozdrowienia, tak powszechne poza Polską wśród ludzi dzielących tę samą pasję. Ludzie, co z Wami? Jak chcecie zachować/dojść do zdrowia fizycznego gdy wasze wnętrze pozostanie takie jakieś spalinowe? Aż taka w Was drzemie nieufność i niechęć? Oj, chyba jednak nie drzemie, tylko stale nadstawia zmrużone oczka. Na szczęście są wyjątki. Starszy pan, który postanowił zabrać się za swoją nadwagę. Młody, wysportowany chłopak, robiący dwa okrążenia w czasie mojego jednego. Oraz piękna, czarnowłosa dziewczyna w żółtej koszulce i bluzie zawiązanej w pasie, z uśmiechem odpowiadająca na pozdrowienie. Mimowolnie człowiek się prostuje, wydłuża krok i wciąga brzuch ;-) Jednak ogólnie nie jest źle, bo naród wychodzi się poruszać. Nawet jeśli tylko z psem.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz