czwartek, 28 kwietnia 2016

Przed siebie

Wczesny poranek, ostatni dzień lutego A.D. 2016. Mój pierwszy bieg, pierwszy w trzymiesięcznych przygotowaniach do "20km de Bruxelles". Ciężko. Pordzewiałe stawy i pościągane mięśnie piszczą i skrzypią z każdym krokiem. Wolniutko, bez szaleństw. Na razie człapiemy. Na ostrzejsze tempo przyjdzie czas. Byle wytrwać, byle do przodu. Jest pokusa, aby się zatrzymać, odetchnąć. Nie! Kto nie biegnie, ten ginie. Dasz radę!

Dałem. Wtedy i za kolejnym razem. I kolejnym. Podczas żmudnych podbiegów i coraz dłuższych, wolnych wybiegań. Niczym kot swój włóczęgowski rewir, rozszerzam z każdym tygodniem "oblatywany" teren. Już jest 16 km w dwie godziny. Miałem nadzieję, że uda mi się ukończyć tę dwudziestkę w mniej niż trzy. Pomału dociera do mnie, że może to się udać. Szesnaście... Zostaje małe cztery. Byle starczyło sił i energii.

Siłę wyrabiam ciężarami. Tymi stalowymi i tymi własnego ciała. Powtarzamy... To tylko osiem razy. Jeszcze jeden... Boli? Ma boleć! Boli, znaczy że rośnie. A jak rośnie, to pracuje i spala to co niepotrzebną, saperską oponą nad biodrami wisi. Do pieca z tym! Podłożyć podpałkę i porządnie rozdmuchać!

Dmuchamy. Mmmmmoooocno. Staramy się też nie palić śmieciami w piecu swojego metabolizmu. Reżim może i upierdliwy, ale skuteczny. Spadają cyferki na wadze, na pasku do spodni trzeba robić nowe dziurki. Mieszczę się w dawno nienoszonych spodniach. Z kondycją też lepiej, nie mówiąc o samopoczuciu.

Warto było. Warto jest. Dlatego wstaję cztery dni w tygodniu skoro świt albo nawet wcześniej. Mała przekąska i w drogę! Zmiennym tempem, interwałami lub po prostu, długo przed siebie. Vossem, Moorsel, Sterrebeek, Oppem, Ban Eik... Rynek i park. Powoli pętla staje się za krótka na dwugodzinną wycieczkę. Cóż, następnym razem skręcimy w las.

Przed siebie. Nieustannie. W biegu i w życiu. Nie ma sensu oglądać się wstecz i żałować zmarnowanych chwil. Trochę ich jeszcze zostało, więc wypełnijmy je czymś sensownym. Powiecie, że aktywność fizyczna wcale nie wydłuża życia? Owszem, jest w tym sporo prawdy. Ale nie liczy się długość a jakość. A ja chcę mieć to życie, które mi zostało, w jak najlepszej jakości. Samo się takim jednak nie stanie. Zatem przed siebie!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz