Etykiety

piątek, 1 kwietnia 2016

Kameruńskie spotkania i rozmowy

Aboubakri

Witajcie! Może zerkniecie na mój towar? Nie, nie trzeba zaraz kupować. Pokażę Wam tylko i opowiem... O, na przykład to: gra w songo. Służyła do wyboru odpowiedniego kandydata na męża spośród kilku starających się. Zwycięstwo świadczyło o inteligencji i przebiegłości. Mogę Cię nauczyć... O, nieźle Ci idzie! Naprawdę dobrze zagrane. Te maski? Zależy która. O, ta na przykład zwana jest "gadającą". Zakładały ją kobiety, zwołując inne kobiety na obrzędy. A tę zakładano wojownikowi-zdrajcy. Te dwie, identyczne, symbolizowały bliźniaków, które według naszych praw i zwyczajów należały do wodza. Kto nie chciał oddawać dzieci wodzowi na wychowanie i służbę, mógł się wykupić określoną daniną i właśnie takimi maskami. Tak, jestem muzułmaninem, dlaczego pytacie? Te breloczki z Maryją? No i co? Jesteśmy w Kamerunie, tu wszyscy żyją w zgodzie i pokoju. Że islam zabrania tworzenia wizerunków? No cóż, tu jest Afryka Środkowa i wszystko wygląda inaczej. I islam, i chrześcijaństwo. Daleko i do Mekki, i do Rzymu, prawda? ;-) Skąd jestem? Z Bafoussam, na zachodzie kraju. Znacie? To zapraszam! Przyjeżdżam tutaj, do Kribi, aby sprzedawać to i owo turystom. Z zysku finansujemy szkoły, ubrania i inne rzeczy potrzebne ubogim dzieciom i sierotom. A, Wy robicie to samo? Bliscyście mojemu sercu. Naprawdę zapraszam do nas. Przyjmiemy Was z otwartymi ramionami. Czekamy!







André

O, już jesteście? To co, możemy ruszać? Musimy tylko dojść do szosy, tam będzie transport. Potem dojedziemy do mostu, skąd zabiorę Was pirogą do wioski Pigmejów. Pojedziemy moto-taxi... A, nie bardzo Wam to pasuje? To podejdźmy do Pegiego, on ma samochód. Nie, to niedaleko, tuż za zakrętem. Jeszcze kawałek... O, to w tamtej wiosce. Jeszcze kilka domów... O, tu, w ostatnim. Hm, nie ma go... A, jedzie! Mówiłem, że to blisko. Powrót będzie łatwiejszy, zawsze udaje się coś zatrzymać. Z czego się śmiejecie? Że wieźli na motorze drugi motor? Ale co w tym dziwnego? O, jedzie coś! E, ten się nie zatrzyma. To Chińczycy. Oni zadzierają nosa i nie bardzo nas lubią. Tylko by nadzorowali i stali nad nami. "Pracować, pracować!" Kto to widział tak poganiać? Nie po to walczyliśmy o niepodległość, by znów być niewolnikami. No, ale chociaż coś po sobie zostawią: drogę, port czy ukończone budynki. Gdyby jeszcze tylko szanowali nas i naszą przyrodę...



Ahmadou

Chodźcie, obejrzyjcie mój towar! Wszystko ręczna robota. Podoba się? Ta większa tkanina po 35 tysięcy, mniejsza po 20... [tysiąc franków CFA to ok. 1.5 euro] Nie, nie odchodźcie! Jakoś się dogadamy. A, zostajecie jeszcze w Kribi? Ja też będę jutro. No to ile chcecie dać? Hm, trochę mało... Może jednak coś dorzucisz? Z tego co tu sprzedam utrzymuję siebie i rodzinę przez cały rok. Jestem z Garoua, na północy. Wiesz, gdzie to jest? Byłeś tam? Aha... Ale zapraszam! Widzę, że macie dobry aparat. Mogę prosić o kilka zdjęć? Przysłalibyście je na mój adres mailowy. Miło się rozmawiało. Jutro wracamy do siebie. Niech Was Bóg ma w opiece.

P.S. W końcu kupujemy obydwie tkaniny (obrusy) za 20.000 FCFA :-)


Pierre

Zapraszam, mam tu małą "restaurację". Wiem, jest mało reprezentacyjna ale za to nad samą plażą, pod palmami. Co w menu? Po prostu powiedzcie na co mielibyście ochotę i na wieczór to przygotuję. Ryba i kurczak? Nie ma problemu. zaraz kupię świeże i na wieczór będzie. Z plantanami? W porządku. A teraz mogę Was poczęstować sokiem prosto z kokosa. Smaczny, prawda? W Europie takiego nie macie. Ile kosztuje? Co za pytanie! Przecież to i tak tu samo rośnie, dojrzewa i spada. Na zdrowie! I widzimy się wieczorem! (...) Bardzo Was przepraszam... :-( Nie dopilnowałem i sprzedali mi rybę, która cały dzień leżała na słońcu... Nie mogę Wam tego dać, bo by Wam zaszkodziło. Naprawdę bardzo mi przykro, to miała być przecież Wasza romantyczna kolacja nad oceanem. Wystarczy Wam kurczak i plantany? To dobrze, bo już się martwiłem. Wprawdzie moje główne źródło utrzymania to ziemia i to, co na niej rośnie, ale z tej małej gastronomii też co nieco udaje się odłożyć. Mam sześcioro dzieci, pięcioro już w szkole. Bardzo zależy mi na ich wykształceniu, aby nie musiały się w życiu tak męczyć jak moi rodzice i ja. Właściwie to rodziców nie znałem, bo dość wcześnie umarli. Wychowywali mnie dziadkowie, ale w sumie musiałem szybko radzić sobie sam. Chcę lepszego losu dla moich dzieci, dlatego nie szczędzę na ich szkołę. Chociaż łatwo nie jest... Jednak sobie radzimy: ziemia rodzi plony, czasami kogoś ugoszczę tutaj. Ocean z jego zasobami jest na wyciągnięcie ręki. Smakowało? No to się cieszę. Ile do zapłaty? Właściwie to powinienem Wam dwa tysiące zwrócić, bo nie było ryby... [My: zatrzymaj to, dobry człowieku. Na pewno przyda się Tobie, Twojej żonie i dzieciom] Dziękuję z całego serca! Gdybyście jeszcze kiedyś zahaczyli o Kribi to zapraszam! Na pewno wtedy dopilnuję, aby ryba była świeża. A jeśli wcześniej dacie mi znać, to przygotuję pyszne krewetki. Szczęśliwej drogi do Yaounde i do Europy!



1 komentarz: