sobota, 12 marca 2016

Minął rok

Też mi odkrycie... Każdego dnia mija rok od tego, co było rok wcześniej. A co takiego było na początku marca 2015? Ano była nasza pierwsza podróż do Kamerunu. Ona sprawiła, że zacząłem pisać tego bloga. Tak, aby nasi przyjaciele, znajomi i rodzina na bieżąco mogli poznawać nasze wrażenia.Nie wiedziałem wtedy, jak ten blog będzie wyglądać (stąd ów "dynamizm" w nazwie :-)) Wiedziałem jednak, że nie będzie to typowy dziennik z podróży - chociaż akurat podróżniczych relacji jest w nim najwięcej. Także z podróży, które się jeszcze nie wydarzyły. Od paru lat w podróżach najważniejsze dla nas są spotkania i rozmowy z ludźmi, które też starałem się tutaj przytaczać. Nie zawsze dosłowne, czasem trochę podkoloryzowane. Jak dotąd jednak nikt mnie po sądach nie ciąga ;-)

Zdarzały się też komentarze i refleksje do bieżących wydarzeń. Wierny etosowi rozmontowywanej od lat, niezaangażowanej politycznie Służby Cywilnej, unikam opowiadania się po którejkolwiek ze stron politycznych sporów. Co nie znaczy, że temat ten jest mi obojętny i się tutaj nie pojawia. Bynajmniej :-) Czasem w formie osobistego wspomnienia czy neutralnego (mam nadzieję...) komentarza.

"Sail now-work later". Obrazek wybrany na awatara blogu zobowiązuje - stąd nie mogło zabraknąć morskich opowieści. Będzie ich jeszcze więcej, bo wspomnienia z rejsów doszły zaledwie do roku 2009. Mój intelektualny dynamizm przejawia się chyba najpełniej w wielości i różnorodności zainteresowań. Stąd i wąskotorówki, i węże, i wulkany, i piłka nożna (oczywiście w niebiesko-białym wydaniu :-) Pojawiła się też raz (w powiązaniu z futbolem) moja wielka miłość sprzed lat. Trochę ją ostatnio zaniedbałem, ale obiecuję poprawę. Gaibh mo leisciuil, o Eirin, a chara... Coś tam nawiązałem do rocznic historycznych, tu i ówdzie zebrało mi się na bardziej osobiste wspomnienia czy przemyślenia.

Wszystkiego wymienić nie sposób, zresztą nie tego chciałem (w sumie często wychodziło mi w postach nie bardzo to, co chciałem osiągnąć zasiadając do pisania ;-)) Zresztą, poprzylepiałem aż (?) 22 etykiety, nie zawsze będąc pewnym, do jakiej kategorii dany post zaliczyć. Bałagan, Panie, i pomieszanie wielkie. Jednak znalazło się kilkaset (?) osób, które to czytają. Czasami w tak zdumiewających lokalizacjach jak Rumunia, Kanada, Rosja czy Brytyjskie Wyspy Dziewicze. Bo Kamerun czy Gabon do zdumiewających nie należą. Już nie :-)

Fajnie wiedzieć, że komuś chce się tutaj zaglądać i czytać moje wypociny. Nawet wtedy, gdy od dwóch miesięcy nic nowego się nie pojawiło. Pewnie wrócę do tej "twórczości", bo dobrze mi z nią było. Czy Wam też? Hmmm... Milczycie, więc nie wiem... Dajcie czasem jakiś komentarz, dobra? Zwłaszcza taki dający po d... No bo skąd mam wiedzieć, że plotę farmazony!? Ale nawet jak nie reagujecie - dzięki, że jesteście! Niech żyją ci, którzy czytają! Nawet jeśli lekturą jest jakiś żałosny blog ;-)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz