Etykiety

niedziela, 3 stycznia 2016

Między La Frontera a Ntoum

Sylwester 2014. Zmęczeni kilkumiesięcznym remontem spędzamy dwa tygodnie na Wyspach Kanaryjskich. Najpierw El Hierro, które urzekło nas przed rokiem podczas krótkiego, jednodniowego pobytu. Tym razem jest znacznie chłodniej niż wtedy. Wieje calima od Sahary, suchy wiatr niosący żółty pył. Jego zawiesina w powietrzu ogranicza dopływ promieni słonecznych, przez to jest tak chłodno. W dodatku urwisko El Golfo powoduje, że zimne szkwały spadają jak lawina, wyjąc między oknami. Noc sylwestrowa w Hotel Casa Ines, u gościnnego Amosa. Dostaliśmy cavę, szynkę i małe winogrona. Hiszpańskim zwyczajem połyka się je w czasie odliczania ostatnich 10 sekund starego roku. Już wtedy poważnie myśleliśmy o wiosennym wyjeździe do Kamerunu, przy którym tamte wakacje na Kanarach wydały się tak odległe i banalne...

Rok 2015 upłynął pod znakiem Afryki, która najgłębiej zapadła nam w serca i wspomnienia. Ale miniony rok to także goście w naszym domu. Ze wszystkich bardzo się cieszyliśmy, zwłaszcza z tych niespodziewanych i „nadprogramowych” (prawda, Marysiu i Adasiu? ;-)) W wakacje gościliśmy przez miesiąc dwójkę warszawskiej młodzieży, mając okazję bliżej poznać współczesnych nastolatków. Okazało się, że są fajni :-) Po wakacjach zaś zaczęło się knucie kolejnego wyjazdu do Afryki.

Sylwester 2015. Krótki, trzydniowy pobyt w Gabonie u zaprzyjaźnionych kapucynów. Głośne „czuwanie” w pobliskim kościele, petardy i przerażone psy. Zaduma nad misjonarskim losem – oni przecież są tu już całe lata, my tylko przejazdem. Refleksja nad swoim miejscem na świecie i w życiu, wytrwałością i motywacją do działania. Duszna i gorąca, równikowa noc.

Sylwester 2016... Będzie, jak Bóg da. Plany są, związane z zupełnie innym zakątkiem świata. Ale znów z malarone ;-) Na razie bierzemy, co jest. A jest dobrze. I niech też będzie dobrze Wam, zaglądającym na ten blog.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz