czwartek, 7 stycznia 2016

Gabońskie spotkania i rozmowy

Brat Jacek

A Ty to wędkujący jesteś? Nie? Szkoda... Wyskoczyłoby się z kijami. Znam jedno miejsce, gdzie łapie się sztuki po 20 kg. Ale to kawałek stąd, trzeba by się wybrać na co najmniej dwa dni. A jak już tam siedzisz nad rzeką i czekasz na branie, to dopiero wtedy przyroda się przed Tobą odkrywa. Hipopotamy, słonie, co tylko chcesz. Chciałem się kiedyś wybrać z miejscowym myśliwym na polowanie. Odradzono mi to – za dużo niewyjaśnionych śmierci zdarza się w buszu. A to z zemsty, a to z zazdrości, a to przez pomyłkę. Zdarzają się też niestety zabójstwa rytualne, w ofierze... Widzieliście te wiszące przy drodze żółwie, pancerniki, jeżozwierze, krokodyle czy małpy na sprzedaż? Oczywiście, że to nie całkiem legalne, ale kto by tego dopilnował? Mięso z buszu to nadal przysmak a policja i inne służby nie mają odmiennych gustów od przeciętnego Gabończyka. Słonie są oczywiście pod ochroną, chyba że chroni się zbiory i domostwa. Pewnie, trudno udowodnić, że zabite zwierzę rzeczywiście zagrażało ludziom i ich dobytkowi. Ale znów – kto to sprawdzi?



Brat Mariusz

Pewnie znacie to z Kamerunu: parafialne kościoły sąsiadujące z meczetami i lokalami przeróżnych protestanckich kongregacji, czasem wręcz sekt. Mieliśmy kiedyś taką jedną „ulubioną”, obiecującą uzdrowienie z różnych schorzeń. Nie wyzdrowiałeś? Znaczy jesteś małej wiary. Miejscowy islam jest w porządku. Jest ich zresztą mało i w dużej części to imigranci z innych, biedniejszych krajów Afryki. Kiedyś, po sąsiedzku, imam próbował nas prowokować: a to głośnikami z wezwaniem na sala'at, skierowanymi w stronę kościoła, a to cytatem z Koranu iż „Bóg nikogo nie zrodził”. Oczywiście nie daliśmy się sprowokować, bo po co? Zaprzyjaźniliśmy się nawet z jednym muzułmańskim teologiem, z którym można toczyć całkiem fajne dysputy. Nie, z islamem w Gabonie nie ma żadnego problemu – mimo że to wyznanie prezydenta i konwersja czy udział w Młodzieży Muzułmańskiej może sporo pomóc w karierze politycznej czy biznesowej. Prawdziwym problemem są niektóre odłamy bwiti, lokalnego kultu synkretycznego. Widzicie te świątynki po drodze? To właśnie bwiti – będzie tam i krzyż, i figura Maryi i czasem półksiężyc. Ale u źródeł leżą czary, kult przodków i ofiary. Czasem krwawe, często z dzieci... Nasilają się zwłaszcza w okresie przedwyborczym, mają zapewnić powodzenie. Zbieram czasem po wioskach różne związane z tym kultem artefakty, co do których ludzie wierzą, że zapewniają im magiczną moc czy opiekę duchów. Wiara w ich obecność jest powszechna, dzieci często opowiadają że widzą w domostwach jakieś postaci. Dorośli zaś spowiadają się ze snów, nie rozgraniczając między nimi a jawą. Co sądzę o maskach? Ja bym ich nie kupował. Za dużo już tu widziałem i się nasłuchałem, aby całkowicie lekceważyć to, co reprezentują.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz