piątek, 18 grudnia 2015

Za wszystkie dary...

Odkąd pamiętam, zwyczaj ten praktykowany był (i jest nadal) tylko w mojej rodzinnej parafii. Po skończonej Mszy, gdy umilknie już śpiew na wyjście i przebrzmią organy, wszyscy klękają i chórem odmawiają tę modlitwę. Oryginalną, bo nigdzie indziej się z nią nie spotkałem. Krótkie internetowe poszukiwania jednak nieco z tej oryginalności odzierają, bo tekst jest znany w innych miejscach w Polsce. Dla mnie osobiście wychodzi on poza ojczysty kraj. Od ponad dwudziestu lat już tam nie mieszkam, ale po każdej Mszy tak właśnie kończę swój w niej udział. Kościół dominikanów w Brukseli i klimatyczna kaplica na poddaszu. Poranna, kameralna Msza w kaplicy u tamtejszych jezuitów. Katedry w Gnieźnie, Poznaniu, Warszawie, Brukseli, Londynie i Paryżu. Plac Św. Piotra w Rzymie, w milionowym tłumie, i mesa jachtu, w 6 osób. Polonijne kościoły w Anglii, Niemczech, na Łotwie i w Australii. Kościół w Darwin, z wdzierającą się doń przez ogromne okna tropikalną roślinnością. Msze po japońsku, walijsku, duńsku i irlandzku. Wiejskie parafie na Wyspach Kanaryjskich i Msza w Szybeniku, odprawiana po chorwacku przez Murzyna. Gdziekolwiek mnie niedziela zastanie, za każdym razem klękając do tej wyjątkowej modlitwy, widzę tamten drewniany kościół i czuję zapach modrzewiowych belek.


Rzadko jednak zastanawiałem się głębiej nad treścią tych słów. Ostatnie parę dni przyniosło niemało okazji ku temu. Prawie trzydziestka ludzi zaangażowała się w przygotowanie prezentów bożonarodzeniowych dla dzieci z Foyer St. Dominique w Yaounde. Walizki prawie musieliśmy dopychać kolanem :-) Kolejnych kilkanaście osób wsparło dom w Yaounde, przedszkole w Bertoua i parafię w gabońskim Ntoum wpłatami pieniężnymi. Wraz z nieznaną liczbą anonimowych darczyńców, którzy wrzucili swoje datki do naszej puszki po zeszłoniedzielnych Mszach, dało to kilka tysięcy euro. W Afryce kwota wręcz niewyobrażalna... Do tego wieziemy obrusy na ołtarz, kilkanaście par dziecięcego obuwia, parę kilo kiełbasy krakowskiej, z dziesięć kartoników kaszy gryczanej, chrzan, dwie flaszki wódki i... syrenę alarmową :-) Oczyma wyobraźni widzimy już radość małych i dużych z tego co dostaną. Lekko obawiamy się sytuacji, gdy prezent okaże się nietrafiony. Ale to może tylko nasze europocentryczne skrzywienie.

Zauważyliśmy (podobnie jak Artiom), że dzieci w Afryce, odmawiając Ojcze nasz trzymają ręce w górze, jak niektórzy robią i u nas. Jednak przy słowach Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj składają dłonie jedna na drugiej, otwarte, wyciągając je przed siebie. Gest przyjęcia, otwartości na dar. Jakikolwiek on będzie. Cieszymy się z tego, że tym razem możemy być po części takimi obdarowującymi. Dzielącymi się częścią swojego, ale przede wszystkim dostarczającymi to, co inni nam powierzyli.

Za wszystkie dary z Bożej ręki wzięte, za skarby wiary, za pociechy święte,
za trudy, prace i pracy owoce, za chwile ciszy i ciężkie niemoce,
za spokój, walki, zdrowie i choroby, za uśmiech szczęścia i za łzy żałoby,
i za krzyż ciężki, na barki złożony, niech będzie Jezus Chrystus pochwalony.

1 komentarz: