Etykiety

wtorek, 22 grudnia 2015

Otwórzcie bramy

W przedświątecznej krzątaninie wiadomość o śmierci ojca Jana Góry spadła na nas niespodziewanie, niczym pojawienie się anioła na podbetlejemskim polu. Szok, smutek i żal, ustępujący jednak w miarę pojawiania się szczegółów tego zdarzenia. Ojciec Jan zmarł podczas Mszy, w czasie której odczytywano fragment jego ukochanej Pieśni nad pieśniami: „Cicho! Ukochany mój. Oto nadchodzi.”

Inni napiszą pochwalne artykuły o tym niewątpliwie wielkim człowieku. Za mało go znałem, aby teraz go wspominać. Również wielkie są dzieła jego życia, które wywarły na mnie wpływ. Chyba pierwsze zetknięcie z charyzmatycznym kapłanem przeżyłem 20 lat temu. Podczas kazania (a potrafiły one trwać u niego dobrze ponad pół godziny), z pasją opowiadał o Hermanicach, jak czekali na papieski śmigłowiec. O zrzuconych z niego różańcach, z których jeden, podniesiony z błota, przyniesie później właściciel mordy, która nie zdradzała żadnych wartości duchowych. Jan Paweł II, narzekający na ciągle nowe prośby ojca Jana, zapytał potem „Przecież przeleciałem nad tymi waszymi Hermanicami i nad Jamną. Co jeszcze mam dla was zrobić?” „Ojcze święty, wylądować.” Prawie się to dokonało dwa lata później. Ale wcześniej była informacja o ziemi nad Lednicą i marzenia o tym, co w końcu tam powstało. Nieoczekiwana darowizna, zakup i szybkie usypanie góry, na którą wpłynęła brama-ryba. Pierwszy Akademicki Apel III Tysiąclecia, czerwiec 1997 roku. Tydzień przed naszym ślubem. Śmigłowce papieskiej eskadry pojawiające się od zachodu, TEN biały krążący nad bramą i później symbolicznie ją przekraczający. Wibrujący głos papieskiego przesłania: „Drodzy młodzi przyjaciele! Obejmuję każdego i każdą z Was. (…) Nie bójcie się przekroczyć bramę, którą jest Chrystus.” Rok później ten niezapomniany papież powie: „Nie wystarczy przekroczyć próg! Trzeba iść w głąb.” Tak też robił cały czas ojciec Jan, zarażając swoim entuzjazmem dziesiątki młodszych i starszych wolontariuszy. Piękne, lednickie pieśni, które pozostaną na lata. Zwłaszcza tamte pierwsze, a capella, tylko z bębnami. „Nie bój się – wypłyń na głębię”, które tak jest bliskie najbliższej mi osobie. Morze falujących lampek, wznoszonych przy „Nie bój się...”

Wtedy, na samym początku, w 1997, nikt chyba nie myślał, jak Lednica będzie wyglądać za kilkanaście lat. Może wiedział to już ojciec Jan. A może jednak nie – w końcu przy swoim uporze i konkretnej wizji, zawsze był otwarty na to, co Pan mu szykuje. A przyszykował mu na koniec piękną, kapłańską śmierć. Wierzę, że bramy niebios – jak Brama-Ryba, zawsze otwarta – były dla niego szeroko otwarte. „Otwórzcie bramy, co niektknione stały” - śpiewaliśmy 18 lat temu. Otwórzcie bramy na Chrystusa, powtarzając za Janem Pawłem II. Teraz, w Roku Miłosierdzia, słowa te nabierają też innego znaczenia. Otwórzcie zasklepione bramy swoich serc, rozruszajcie zardzewiałe zawiasy i nasmarujcie skrzypiące wierzeje. Niech zawsze będą otwarte na innego, zwłaszcza tego opuszczonego i potrzebującego. W Polsce, Kamerunie, Belgii – gdziekolwiek jesteśmy.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz