środa, 30 grudnia 2015

Nie jedziemy na wschód - wschód przyjeżdża do nas

"Idziemy na wschód - tam musi być jakaś cywilizacja" - powiedział Max w Seksmisji. W Kamerunie wschód raczej nie kojarzy się z cywilizacją. Wschodem się pogardza a jednocześnie trochę się go boi. Wschód Kamerunu to nieprzebyte dżungle z Pigmejami a wcześniej zacofane wioski z równie zacofanymi mieszkańcami, smród, świnie i czarownicy.

Ale to niestety tylko zasłyszane opowieści. Nasz wyjazd do Bertoua - największego miasta wschodniego Kamerunu, gdzie kilkanaście lat pracował ojciec Darek a gdzie obecnie przebywa siostra Alicja - nie doszedł do skutku. Będący do dyspozycji Foyer St. Dominique Land Cruiser pożera 16 litrów ropy na 100 km (do Bertoua jest 350). Pięciogodzinnej podróży tutejszym autobusem Żonka mówi zdecydowane "nie", zaś zaproponowany do wzięcia 30-letni Mercedes Cizią zwany nie ma hamulców... Okazuje się jednak, że plany siostry Alicji zmieniają się wręcz z godziny na godzinę i to ona przyjedzie do Yaounde a nie my do niej.

Mamy więc dwa dodatkowe dni w Yaounde. Spędzamy je jednak w domu, bo moją Współtowarzyszkę podróży (afrykańskiej i życiowej) dopadło jakieś żoładkowo-jelitowe afrykańskie świństwo. Sprawdzamy w internecie co mogłoby to być (dur brzuszny? ameba? licho wie co jeszcze...) i Achille z Marianne podwożą mnie do apteki. Pani poleca dwa specyfiki (tutaj dostanie się wszystko, nie ma leków tylko na receptę). Dokupuję niezawodną Colę i wracam do domu, korzystając z usług jednej z wszechobecnych mototaxi. Jazda jako pasażer motocykla kosztuje równowartość niecałego pół euro. Leki wkrótce zadziałają i od razu zrobi się weselej. Dzieciaki korzystają z wakacji i dobrego humoru ojca Darka - oglądają jeden film za drugim. Niektóre w tak egzotycznych dla nich realiach jak Kraina lodu. Bardzo emocjonalnie reagują na wesołe czy straszne sceny. Seanse trwają do późna w noc. Wcześniej, w dzień, zawsze znajdzie się coś do roboty: a to rozgarnianie i suszenie zbóż rozmaitych, a to łuskanie orzeszków ziemnych, a to sprzątanie lub pranie.

W te dni odwiedzi nas też pani Mirosława Etoga. Wreszcie poznamy konsula honorowego RP w Kamerunie i posłuchamy jej polonijno-polityczno-społecznych opowieści. Później zaś przyjedzie wspomniana Alicja ze swoją współsiostrą Aliną. Zabiorą kopertę z przypadającą na Bertoua częścią składki pieniężnej, przeprowadzonej po Mszach w Brukseli oraz całą torbę dziecięcego obuwia, przyborów plastycznych i zamówionych polskich specjałów. W ramach rewanżu zaproszą nas na kolację do siebie. W ich domu widać kobiecą rękę i polskie wpływy: w pomieszczeniu z obrazami Madonny Jasnogórskiej, Jana Pawłą II i Jezusa Miłosiernego spędzamy miły wieczór. Nazajutrz wreszcie ruszymy się z miejsca - bilety na autobus do Douali i samolot do Libreville już mamy.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz