Etykiety

czwartek, 24 grudnia 2015

Kruchość życia

Kilkudniowy gołąbek, całkowicie zależny od swojej ptasiej matki. Jeszcze mniejszy jego kuzyn, któremu pomagamy w wykluciu. Cud życia, jakże kruchego u swoich początków. Dzień później mały, parotygodniowy króliczek. Sparaliżowana tylna połowa ciała. Musimy „pomóc” mu odejść, bo pozostawiony w takim stanie nie będzie w stanie dostać się do pożywienia i opędzić od mrówek.

Kolejny atak malarii u ojca Darka. Dla niego zwyczajny, nic nowego. Jednak niedawno walkę z malarią przegrał jeden z pracujących w Kamerunie polskich księży. Wcześniej to samo spotkało polskiego kapucyna w Gabonie. Średnia długość życia w Kamerunie: 52 lata dla mężczyzn, 54 dla kobiet.

Supermarket zamknięty, bo niedaleko Pierwsza Dama będzie rozdawać prezenty. Żołnierze Gwardii Prezydenckiej w pełnym rynsztunku, rozstawieni co kilkadziesiąt metrów. Gdy prezydent jedzie na lotnisko lub z niego wraca (więcej czasu w ciągu roku spędza w szwajcarskich klinikach niż w rządzonym przez siebie kraju), tak obstawiona jest cała, kilkunastokilometrowa, trasa przejazdu. Oczywiście, ruch zostaje całkowicie wstrzymany. Ruszy potem znowu ze zdwojoną intensywnością, jakby chcąc nadrobić stracone godziny. Taksówki i ciężarówki pędzące na złamanie karku, nikt nie zapina pasów. Wypadków ani stłuczek nie widać, ale strach pomyśleć jakie mogą być ich skutki.

Jako taki Kamerun oszczędzają toczące Afrykę wojny i konflikty (polityczne, religijne czy etniczne). Jednak w „wojnie” z Boko Haram zginęło do tej pory (głównie na Dalekiej Północy) kilkuset mieszkańców tego pięknego kraju. Żołnierzy, policjantów i cywili. Nawet w stolicy kontroluje się bagaż przy wejściu do supermarketu.

Miejscowe „elity”, wzbogacone na korupcji, złodziejstwie i układach z najwyższymi władzami. Łatwo ich poznać – tylko oni mają tu nadwagę i przejawiającą się w postawie i spojrzeniu pogardę dla biedniejszych od siebie. Jeżdżą samochodami za kilkadziesiąt tysięcy euro, a po oficjalnych rautach napychają kieszenie tym, co na stołach zostało: sztućcami,mięsem i ryżem. Aby przejść na wyższe szczeble kariery, niektórzy z nich dopuszczą się rytualnych morderstw na dzieciach lub młodzieży. Im bliższe pokrewieństwo, tym „skuteczniejsza” moc takiej krwawej ofiary. Terenowe samochody, komórki przy uchu i drogie garnitury, ale wiara w czary powszechna.

Jednak jest też inna wiara, w najsilniejsze „czary”. Codzienny różaniec mieszkańców Foyer St. Dominique, nikt do niego nie zmusza. Nawet 5-6 latkowie na pamięć znają wszystkie tajemnice; starsi z pamięci prowadzą Litanię Loretańską i wpisują do specjalnego zeszytu intencje codziennej Mszy. Radość z najmniejszych rzeczy, bo przy takim kruchym i czasami naprawdę krótkim życiu trzeba cieszyć się chwilą. Próby śpiewy do świątecznej liturgii. Nie tylko przypomnienie sobie kolęd i afrykańskich części stałych, ale wspólne, wielominutowe ich śpiewanie. Z tańcem. Cieszenie się każdą pieśnią, każdym słowem. Śmiech i żarty. Bliskość, wspólnota. Rodzina bez rodziców.

Tegoroczne Boże Narodzenie jest dla nas inne niż jakiekolwiek do tej pory. Zamiast świerków i śniegu – palmy i 30 stopni ciepła. Ale chyba rzeczywistość Narodzenia bardziej zbliżona była do tego krajobrazu, klimatu i kultury, niż do stajenki w której chłód i pasterzy rodem z Podhala. Wspomniana kruchość życia w Afryce też bardziej jakby uzmysławia kruchość tego Życia, na które właśnie czekamy. Kruchość Narodzonego, który do nas przychodzi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz