Etykiety

niedziela, 27 grudnia 2015

Dwa świąteczne dni

Wigilijna zabawa trwała do trzeciej nad ranem. W pierwszy dzień Świąt pobudka później niż zwykle, w zasadzie każdy wstaje, gdy się wyśpi. Jakiś czas wszyscy snują się po domu jak przebudzone zombie. Na pytanie "O której Msza?" ojciec Darek odpowiada "O której wyjdzie". Teoretycznie o 10, jak w każdą niedzielę i święto, ale rok temu rozpoczęła się o 13. Po co się śpieszyć? To Afryka, mamy czas. Zegar jest tylko do jako takiego uporządkowania dnia :-)

Liturgię zaczynamy ok. 11:00, zatem prawie punktualnie. Znów afrykańskie części stałe, śpiew na głosy, taniec, grzechotka, bęben i tamburyn. Na koniec jednak polski akcent: czterech chłopaków i jedna dziewczyna śpiewają Wśród nocnej ciszy. A capella, za pomocą specjalnie przygotowanej kartki z tekstem. nawet nieźle to wychodzi, ale na razie nie mogę zamieścić filmiku. Nawet po kompresji plik ma ponad 170MB, czego tutejszy transfer nie zniesie :-(

Parę słów o kulinariach, bo z tymi zwykle kojarzą nam się Święta. Na Wigilię były grillowane ryby (pyszne, jak zresztą wszędzie i zawsze w tej części Afryki), kurczak i wieprzowina w umiarkowanie pikantnych sosach (mięso zazwyczaj ciachane jak leci, maczetą), wołowina w bardziej pikantnej zieleninie a jako dodatki: gotowany nyam, podobny do ziemniaków, batony z manioku, zawinięte w liście bananowca oraz smażone plantany. W pierwszy dzień Świąt w zasadzie kontynuujemy menu z Wigilii; na stole często pojawiają się ziemniaki. Wieczorem dołączy specjalny rarytas: duszona w sosie żmija. Mówią, że ta. Często nas pytają jak smakuje wąż. Hm... Mięso jest delikatne, coś między cielęciną a kurczakiem. Najlepsze kęsy, w kształcie wałeczków, wydobywa się z obu stron kręgosłupa. Trochę mięsa jest też między żebrami, ale nie jest ono już takie dobre. Jakby porównać: pierś i skrzydełko z kurczaka. Na stole pojawi się też duszony królik, równie pyszny. Na śniadania dostajemy jajka w różnej postaci (jajecznica, gotowane lub sadzone), sałatę z pomidorami (można ją potem doprawić solą, przyprawami i cytryną), awokado i pieczywo (dmuchana bagietka i bardziej pełnoziarnisty chleb). Do tego po dwa ząbki czosnku w ramach przeciwmalarycznej profilaktyki i kawa lub herbata. Kolacje składają się z czegoś na ciepło, opisanego powyżej. Mięsu towarzyszą ziemniaki podsmażane z cebulką lub smażone plantany. W południe mała przekąska: garść orzeszków ziemnych (na słono lub słodko), mango lub banan, czasem się trafi coś innego (np. w pierwszy dzień Świąt sąsiadka przyniosła pieczone ryby).

Jak to w Święta, dzień upływa spokojnie, ale bynajmniej nie leniwie. Każdy ma jakąś pracę do wykonania. Jeśli zignoruje lub zapomni - kara. Ale o tym kiedy indziej. W porównaniu z naszym poprzednim tu pobytem, jest o wiele większy gwar. Nic dziwnego - trwają wakacje, więc nikt z podopiecznych nie wychodzi rano do szkoły. W dodatku na Święta zjechało do Yaounde kilkoro dzieciaków z innych stron Kamerunu, w jakiś sposób związanych z domem i ojcem Darkiem. Fajnie jest się z nimi pobawić czy zorganizować rysowanie, ale zaczyna nam brakować chwili ciszy i spokoju...

Drugi dzień Świąt zaczyna się podobnie. No, może nie aż tacy niewyspani jesteśmy. Msza na czerwono, wszak to Św. Szczepana. Czekamy na powrót Achille'a, który ma sprowadzić mechanika do "Cizi". Pod tym tajemniczym mianem kryje się trzydziesto-paro letni Mercedes, ciągle na chodzie. Po wstawieniu akumulatora odpalił od razu, niestety hamowanie pozostawia wiele do życzenia. Mówiąc inaczej: nie zatrzymuje się na żądanie :-) Mieliśmy nim jechać nazajutrz do Bertoua, 350 km na wschód a bez sprawnych hamulców staje się to nadzwyczaj ryzykowne, o ile nie zupełnie niemożliwe. Cóż, kolejny afrykański test cierpliwości i elastycznego dostosowania się do zmieniających warunków. Wspomniany Achille miał być rano (Święta spędzał u swojej rodziny w Douala), ale na pytanie kiedy będzie słyszymy "Dzisiaj." No co, jest konkretna informacja? Jest. No to o co chodzi? ;-)

Dzieciaki mają dzisiaj szczególne popołudnie, bo obejrzą aż trzy filmy. Zapatrzone w ekran żywiołowo reagują na dziejące się tam rzeczy, oklaskując zwycięstwo dobra i głośno pomstując na knowania złego. Na prośbę Wilfrieda uczę chłopaków gry w szachy. Szybko łapią zasady i już po dwóch partiach (niestety, wygrałem - ale jak inaczej pokazać im mata?) grają sami. Po Świętach... Ale jakoś inaczej niż zazwyczaj. Żadnego obżarstwa ani telewizji, za to mnóstwo kontaktu z innymi i poczucia wspólnoty. Może jednak jesteśmy komuś do czegoś potrzebni?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz