Etykiety

wtorek, 29 grudnia 2015

Afryka umęczona

Trzy dni temu, drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia. Wspomnienie Św. Szczepana, pierwszego męczennika chrześcijaństwa. Jakby dla zilustrowania czytań mszalnych, przedeucharystyczne skupienie rozdziera wrzask dzieci, bitych w domu za murem. Mówią nam, że to ich ojciec; często tak robi. Reakcja naszych dzieciaków: śmiechy i żarty. Ot, afrykańska codzienność.

To już tylko słyszeliśmy z opowiadań: pokaz filmu "Pasja", w parafii na dalekim wschodzie Kamerunu. Śmiechy i radość przy biczowaniu: bo przecież biali biją białego. Czegoś takiego jeszcze nie widzieli. Po paryskich zamachach 13 grudnia 2015 roku, nikt z dzwoniących do lokalnych rozgłośni radiowych nie żałował Francuzów, którym "się należało". Pisałem kiedyś europocentryzmie współczucia... Przemoc w Afryce jest powszechna: wojny i brak podstawowego bezpieczeństwa w miastach i na drogach, bicie zatrzymanych przez policję, odnoszenie się ludzi do siebie aż po zawsze niemiłe miny i spojrzenia. Uśmiech nie jest tutaj czymś częstym i naturalnym.

Można by powiedzieć: ach, ta dzicz; te wredne, zawistne czarnuchy. Owszem, taki stan rzeczy i stosunków międzyludzkich nie wziął się znikąd i ma zdecydowanie korzenie sięgające czasów sprzed europejskiej penetracji. Ale czy ta druga, poza infrastrukturą, pewnym rozwojem gospodarczym i społecznym oraz instytucjami organizacji państwa, przyniosła coś dobrego? Poza chwalebnymi przykładami podróżników, misjonarzy, lekarzy i garstki urzędników, Europa nie wysyłała tam ludzi godnych naśladowania. Późniejsze elity niepodległych państw, powstałych z wykrojonych po 1885 roku kolonii, powtarzały po prostu znany sobie model postępowania. Podobnie jak wyzwoleni niewolnicy z USA, którzy w Liberii zastosowali jedyny znany sobie model społeczny: niewolnictwo (podporządkowując sobie tamtejszych autochtonów).

Pozostawione same sobie postkolonialne państwa pogrążyły się w większości w wojnach, biedzie i korupcji - nie bez udziału dawnych metropolii. Doszła do tego chęć przejęcia kontroli nad zasobami naturalnymi - tak, aby po zmianach nic się nie zmieniło. Na taki bałagan wkraczają organizacje międzynarodowe i pozarządowe, bogate państwa Północy i rozmaite fundacje. Ich działania, czasami chwalebne w założeniach, nie przynoszą wiele pożytku. Duża część pieniędzy przeznaczonych na pomoc Afryce ląduje w kieszeniach skorumpowanych urzędników wszystkich szczebli lub wraca skąd przyszła. Europa stawia warunki (demokracja, prawa człowieka), USA pilnują swoich interesów gospodarczych i geopolitycznych, Chińczycy nie pytają o nic. Szerokim strumieniem napływa kapitał Państwa Środka, powstają nowe drogi, porty i zakłady przemysłowe.

Jak - o ile w ogóle - wszystko to przełoży się na relacje międzyludzkie w Afryce? Czy rozwój gospodarczy pociągnie za sobą zmianę nastawienia ludzi do siebie nawzajem? Trudno powiedzieć. Więcej nadziei wiązałbym z pracą u podstaw, na poziomie lokalnym. Setki wolontariuszy i misjonarzy robią to od lat, pokazując, że możliwy jest inny model współżycia społecznego. Czy wytrwale głoszone nauki i przykład życia odniosą pożądany skutek? Zobaczymy to po latach; na razie możemy mieć swój udział w zbiorowym robieniu dobra. Jeśli nie masz jeszcze noworocznych postanowień - zajrzyj tutaj. Znajdziesz tam linki do paru godnych wsparcia projektów. Dorzucę tu jeszcze inicjatywę naszej Madzi :-) Do dzieła!






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz