Etykiety

niedziela, 29 listopada 2015

Oczekiwanie

kolędy przed Narodzeniem
małżeństwo przed ślubem
seks przed miłością
dom przed własnością
wypłata przed pracą
wyniki przed badaniami
osądy przed Ostatecznym
nie umiemy czekać
umrzemy przed śmiercią

Ponad 2 lata temu Telewizja Polska zakończyła nadawanie Dobranocki (oficjalnie zwanej Wieczorynką). Podobno nadal jest ona w telewizji obecna, w specjalnym kanale dla dzieci. Podobno, bo od dłuższego czasu telewizji nie oglądam. Ale kanał dziecięcy, gdzie bajki lecą cały dzień, to już chyba nie to samo. Wraz ze zniknięciem Dobranocki o godzinie 19:00 w programie 1 TVP zakończyła się pewna epoka. Tradycja ponad 60-letnia, wypełniona Bolkiem i Lolkiem, Misiem Uszatkiem, rosyjskimi ludowymi bajkami, Krecikiem czy bardziej współcześnie Świnką Peppą i Stacyjkowem. No tak, znam te bajki, mimo iż nie mam dzieci. Nawet już jako bardzo dorośli czekaliśmy z Żonką na ową magiczną 19:00 i codzienną Dobranockę. Swoisty powrót do beztroski dzieciństwa przed następującą zaraz po niej (Dobranocce znaczy się) informacyjną sieczką.

Czekaliśmy... Zarówno niedawno, jeszcze 3 lata temu, jak i lat temu 20-kilka, 30 etc. Czekaliśmy, bo wiedzieliśmy, że każdy program, każde zdarzenie ma swoje miejsce w czasie. W ciągu dnia, miesiąca czy roku. Powtarzający się krąg świąt kościelnych i państwowych wraz z poprzedzającymi je przygotowaniami. Od kilku, kilkunastu lat, gdy na dobre nastała epoka komercyjna, ów okres oczekiwania jakby wyparował z naszej rzeczywistości i świadomości. Szczególnie widać to teraz, w ostatnich kilku tygodniach przed Bożym Narodzeniem. Sklepy pełne świątecznych ozdób i bożonarodzeniowych promocji już w listopadzie (chociaż są też takie całoroczne), rozświetlone choinki w okolicach Andrzejek. W Belgii wylądują na ulicach nawet tuż po 26. grudnia a na pewno zaraz po Nowym Roku.

Przyspieszając święta, czas niezwykły niezależnie od wyznawanej wiary czy niewiary, pozbawiamy się (nie)świadomie całej radości świętowania. No bo jak radośnie odkurzyć znane kolędy podczas Pasterki gdy zdążyły nam one już zszargać nerwy przez cały grudzień? Albo jak po prostu cieszyć się świętem Narodzenia gdy padamy na twarz zmęczeni zakupami, sprzątaniem, gotowaniem, całą tą - czasami zupełnie niepotrzebną - gonitwą? Po co się tak nakręcać? Po to tylko, żeby 26 grudnia wieczorem wysapać wyświechtane święta, święta i po świętach? Ona tak naprawdę dopiero wtedy się zaczynają. Po to mamy miesiąc oczekiwania, aby potem cieszyć się miesiącem świętowania.

Adwent, zwłaszcza jego pierwsze dwa tygodnie, dany jest nam w konkretnym celu. Nie tyle przygotować się na Boże Narodzenie, co pomyśleć o tym co będzie z nami za lat kilkadziesiąt a ze światem jutro, za tydzień, 10 lat, wiek, tysiąclecie. Aż do tego, co ma nastąpić.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz