Etykiety

czwartek, 12 listopada 2015

Jedenaście - jedenaście

Nie, to nie będzie o Święcie Niepodległości, wczorajszym marszu ani nowym Sejmie i rządzie. Chociaż może trochę...

Pierwsze skojarzenie z 11.11 (wymawianym "jedynoście-jedynoście") dotyczy anegdoty niegdyś zasłyszanej. Opowiadała ona o jakimś rekolekcjoniście-księdzu profesorze, który wygłaszał swe nauki łypiąc za szkieł grubości denek od musztardówek. Z przejęciem mówił o rozdziale i wersecie z Biblii - niestety, zapomniałem, z jakiej księgi. Zostało w pamięci tylko owo "11.11".

Wczorajsza data zawiera w sobie aż cztery jedynki. W używanym przez nas systemie, od jedynki wszystko się zaczyna. Tak, wiem, że zaczyna się czasem od zera. Ale zero jest... no właśnie, puste w środku. Takie nic, kompletnie bez treści. Dopiero jedynka przedstawia jakąś wartość. Jest początkiem, wymownie przedstawionym też w swym kształcie: strzałki skierowanej do góry. Do góry czyli naprzód. Startujemy, zaczynamy od nowa.

Tak chyba było 97 lat temu. Oczywiście, wydarzenia 11 listopada 1918 roku w byłym Królestwie Polskim i Galicji, później też w Wielkopolsce, nie wzięły się znikąd. Poprzedziły je staranne przygotowania, gromadzenie broni i nie mająca precedensu w dziejach samoorganizacja Polaków. Przygotowania na tyle udane, że (nie bez wykorzystania sprzyjającej sytuacji międzynarodowej), odzyskaną niepodległość udało się skonsolidować i wkrótce obronić. Może dlatego akurat naszej, polskiej niepodległości towarzyszą aż cztery jedynki? Taki superpoczątek.

Rok 2015, między jedynki wkradł się łabędź. Może dlatego, że oglądany dziś początek aż taki przełomowy jednak nie był, w porównaniu z tamtym. To, co się dzisiaj (a właściwie dwa tygodnie temu) zaczęło, oceniać przyjdzie dopiero po owocach. Oby były pierwszej jakości.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz