Etykiety

sobota, 24 października 2015

Czy was powaliło?!

Dmuchnęło mocniej, żagle się wypełniły i łódź położyła się w przechyle. Wiatr nie ustępuje, przechył się powiększa. Po chwili krawędź burty jest już w wodzie a my w kokpicie z trudem utrzymujemy pion. Z wnętrza, z zejściówki wypada Łasica z okrzykiem: "Czy Was powaliło?! Okienka są całe w wodzie!"



Tak, Eugenijo (bo to ją Łasicą nazywamy), powaliło nas, i to zdrowo. Wcale nie przed chwilą, ale już dawno. Może wtedy, gdy zapisaliśmy się na ten kurs? A może jeszcze wcześniej, przy lekturze żeglarskich opowieści w latach młodzieńczych? A może po prostu tak już mamy, od urodzenia? Jakąś zawartość soli we krwi i potrzebę niestałości podłoża i szerokiego horyzontu wokół?



Zbyt szeroko to wokół nie jest, bo żeglujemy w sobotnie, kwietniowe popołudnie po Grevelingenmeer - połaci wody powstałej po zamknięciu tamą jednej z odnóg ujścia Skaldy do Morza Północnego. Jak to w Holandii - ma się wrażenie, że wszyscy wyszli z domów i wsiedli na łódki. Różnej wielkości, kształtów, kolorów i wieku. Różnie też jest z umiejętnościami nawigacyjnymi skiperów, bo jeden z nich, najwidoczniej nie wyglądający zbyt często zza foka, przyciera nas lewą stroną dziobu. Przepisy są po naszej stronie, ale szkoda jest szkodą i krewki Fabbrizio nie szczędzi tamtemu soczystej, włoskiej wiązanki. O dziwo, tamten... zawraca. Czyżby Holender nie chciał puścić płazem tych zniewag? Szykować się na odparcie abordażu! Ale czym? Pod ręką, z cięższych przedmiotów, są tylko korby do kabestanów. Może wystarczy determinacja i groźne miny... Ku naszemu jeszcze większemu zdziwieniu, tamten skiper, ze skruszoną miną, podaje nam jakąś kartkę. Nazwisko, nazwa jachtu, adres, telefon, dane ubezpieczenia. Poczuwa się do winy i bierze na siebie całą odpowiedzialność. Ot, wielowiekowa, żeglarska tradycja i wychowanie.



Jest kwiecień 2007 roku, dopiero co skończyliśmy teoretyczny kurs żeglarski. Za nami pierwsze kroki na wodzie, na małych Caravelle, na jeszcze mniejszym jeziorku w Hofstade. To nasz pierwszy raz na większym jachcie (chyba był to 34-stopowy Jeanneau lub Oceanis). Spodobało się? Pewnie! Czy wrócimy? Co za pytanie! "Już nie wrócę na morze..." są na razie tylko słowami piosenki - tym bardziej, że trudno wrócić tam, gdzie jeszcze się nie było. Prawdziwe morze będzie za rok - ale tego jeszcze nie wiemy. Tym bardziej nie wiemy, gdzie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz