piątek, 9 października 2015

A ty mnie na wyspy szczęśliwe zawieź... (zawiozę)

A ty mnie na wyspy szczęśliwe zawieź,
wiatrem łagodnym włosy jak kwiaty rozwiej, zacałuj,
ty mnie ukołysz i uśpij, snem muzykalnym zasyp, otumań,
we śnie na wyspach szczęśliwych nie przebudź ze snu.

Pokaż mi wody ogromne i wody ciche,
rozmowy gwiazd na gałęziach pozwól mi słyszeć zielonych,
dużo motyli mi pokaż, serca motyli przybliż i przytul,
myśli spokojne ponad wodami pochyl miłością.


Konstanty Ildefons Gałczyński, "Prośba o wyspy szczęśliwe"

Tristan da Cunha

"Nazajutrz usłyszano głos majtka: Ziemia! W którym kierunku? - spytał Tomasz Austin będący na służbie. Pod wiatr - odpowiedział majtek. Okrzyk taki zawsze budzi pewne wzruszenie na okręcie; więc wszyscy wybiegli na pomost, a Jakub Paganel skierował swą lunetę w tę stronę, lecz nie mógł niczego dostrzec. Spójrz w obłoki - rzekł do niego John Mangles. Rzeczywiście - odrzekł Paganel - widzę jakby jakiś szczyt, niewyraźnie się zarysowujący. To Tristan da Cunha - orzekł kapitan."

Juliusz Verne, "Dzieci kapitana Granta"


Tak mogła wyglądać...

Lektura dzieciństwa i wczesnej młodości, kiedy pochłaniałem wszystko, co wyszło spod pióra francuskiego fantasty. W powyższym fragmencie po raz pierwszy zetknąłem się z tą nazwą i tymi wyspami. Wyspami, bo jest to mały archipelag. Tym, co najbardziej w nim pociąga, jest jego oddalenie od jakiegokolwiek innego lądu - największe na świecie. Najbliższe zamieszkane miejsce - Wyspa Świętej Heleny (o wiele bardziej znana z powodu swego najsłynniejszego mieszkańca) - leży 2400 km na północ. Najbliższy stały ląd - Afryka Południowa - 2800 na wschód... Niecałe 300 mieszkańców, skupione w jedynej osadzie, szumnie zwanej Edynburgiem Siedmiu Mórz. Na chwilę zrobiło się o nich głośno w roku 1961, gdy dała znać o sobie wulkaniczna struktura wyspy. W obawie przed skutkami erupcji całą ludność ewakuowano do Anglii, gdzie traktowano ich niemalże jak przybyszów z innej planety. Również dla nich samych samochody, domy o więcej niż jednym piętrze, tysiące innych ludzi, musiały sprawiać wrażenie innego świata... Pojawienie się tych ludzi, od dziesiątków lat żyjących nie do końca wiadomo gdzie, w swoim własnym gronie, stworzyło okazję do badań genetycznych. Wykryto np. znacznie zwiększoną podatność na zachorowanie na astmę; aż dziwne, że dekady chowu wsobnego zaowocowały tylko takim skutkiem. A może po prostu innych nie odkryto? Tristanianie wrócili bowiem na swoją wyspę po dwóch latach.

Oprócz swego położenia i nieskażonej przyrody Tristan da Cunha niewiele ma do zaoferowania. Dostać się tam jest niezmiernie trudno, bo lotniska i portu brak a nie każdy może uzyskać zezwolenie zejścia na ląd. Ja bym jednak próbował ;-) Oczywiście jachtem, bo jakże by inaczej? Chociażby po to, aby dostać w paszporcie stempel, na którym tarczę herbową zwieńcza piękna corona navalis a podtrzymują ją z dwóch stron nie lwy czy jednorożce, ale... dwie langusty :-) Takie miejsce jak Tristan da Cunha musi mieć oryginalną symbolikę :-)


Annobón

O ile o Tristan da Cunha szansę usłyszeć (przeczytać) mieli uważni czytelnicy powieści Juliusza Verne'a, to raczej mało kto słyszał o innej atlantyckiej wyspie. Wyspie, której nazwa jest zniekształconym, portugalskim Szczęśliwego Nowego Roku! Najdalej na południe położona w wulkanicznym łańcuchu, wyglądającym jak perły nanizane na sznur zaczepiony o potężną Mount Cameroon (ponad 4000 m n.p.e.) W politycznych targach oddana kiedyś Hiszpanii, zatem w 1968 roku weszła w skład Gwinei Równikowej - jedynego hiszpańskojęzycznego państwa w Afryce. Hiszpańskojęzycznego nie w całości, bo na Annobón mówi się dialektem portugalskiego.





Sama Gwinea Równikowa jest mało znana - bo daleko, trudno dojechać a w dodatku przez 9 lat (1970-1979) rządzona przez psychopatycznego dyktatora. Ponad jedna czwarta mieszkańców kraju nie przeżyła rządów Maciasa - wynik przewyższający nawet Czerwonych Khmerów. Z tego powodu, Gwinea Równikowa zwana była gułagiem Afryki. Następca Maciasa, Teodoro Obiang Nguema Mbasogo, jest podobno niewiele lepszy... W dodatku, wody terytorialne państwa okazały się zawierać ogromne złoża ropy naftowej. W przeciągu kilku lat dochody państwa (raczej: dochody nim rządzących) wzrosły wielokrotnie...

Jak to się ma do Annobón, zagubionej prowincji zagubionego kraju? Część ww. dochodów z wydobycia i przetwórstwa ropy naftowej przeznaczono jednak na rozwój. Zbudowano nowe drogi, porty czy lotniska, w tym także to, obsługujące tę małą (6 na 3 km) wyspę. Populacja wzrosła czterokrotnie w ciągu kilkunastu lat, łatwiej też tam dotrzeć. Dlaczego więc w ogóle piszę o Annobón? Może dlatego, że ciekawe byłoby zobaczyć ten nieznany skrawek lądu, z piękną, równikową przyrodą. Posłuchać tych ludzi - może dyktatura (ta miniona i ta obecna) aż tak bardzo ich nie dotyczy, bo ich chata (pardon, wyspa) z kraja? A może w ogóle nie jest tak źle i po prostu sobie tam żyją? Nic, tylko jechać i zobaczyć...



Pitcairn

Tym razem Pacyfik. Wyspa, wyglądająca na odległą i samotną. Jednak bliżej jej do całego roju koralowych sąsiadek niż takiej Tristan da Cunha. O Pitcairn słyszał każdy, kto otarł się o historię buntowników z HMS Bounty. Chociażby o jej niezłą filmową wersję sprzed trzydziestu lat, z Anthony Hopkinsem, Melem Gibsonem i Liamem Neesonem. Romantyczna historia z mrocznym dnem ludzkich przywar, charakterów i namiętności.



Dziewicza przyroda wyspy okazała się przez wiele lat skrywać zupełnie niedziewicze zachowania. Pitcairn znalazł się na pierwszych stronach gazet 10 lat temu, gdy rozpoczął się proces części męskiej populacji wyspy, oskarżonej o przestępstwa seksualne. Może Pitcairn już jest tak skażony od początków ludzkiego osadnictwa? Przed buntownikami z Bounty i przywiezionymi przez nich Polinezyjczykami (i Polinezyjkami) nikt tam nie mieszkał. Sam bunt w znacznej części miał podłoże... no, cielesne właśnie. Zaznawszy rajskich rozkoszy na Tahiti, marynarze wybrali niepewny los na krańcu świata ponad ciężką służbę na statku i powrót do mglistej i chłodnej Anglii. Wybór ten nie był jednak wolnością; poza Johnem Adamsem (od którego pochodzi nazwa "stolicy" Pitcairn, Adamstown - można ją już "zwiedzać" na Google Street View :-) wszyscy zginęli, zmarli z chorób lub zostali zamordowani. W XX wieku, ich potomkowie pokrętnie tłumaczyli się przed specjalnie przybyłym z Wielkiej Brytanii sądem...



Dlaczego zatem Pitcairn, tak odległy, z niechlubną przeszłością i mroczną teraźniejszością? Nie wiem dlaczego. Może dlatego, że tak odległy? A może przede wszystkim dlatego, że dotrzeć tam można jedynie drogą morską, najlepiej własnym jachtem? Tak jak oni. Trochę im zazdroszczę. Ale może starczy życia na tę i inne podróże. Tyle jest jeszcze wysp...

Podsumowanie

Blasket, Hydra i El Hierro... Teraz Tristan da Cunha, Annobón i Pitcairn. Wiele można by jeszcze dodać: Bornholm i Hiumaa, Man i Scilly. Karaibski i polinezyjski bezlik... Indonezja i Filipiny. Jan Mayen i Wyspa Niedźwiedzia. Ciągnie człowieka na kawałki lądu, światy same w sobie. Czytając powyższe opisy można by się żachnąć: Jakie tam one szczęśliwe? Może szczęście wysp nie wynika z nich samych? Może ono po prostu jest w nas a (niektóre) wyspy je z nas wyzwalają? Żadna podróż nie powinna być ucieczką a raczej wejściem w głąb siebie samego. Po to, aby to nasze wewnętrzne szczęście wydobyć lub wyrwać chwasty je zasłaniające. A jeśli któraś z wysp to nie cel podróży, ale miejsce do zamieszkania, czekające na odkrycie? Cóż, całe życie jest podróżą. A każda wyspa - czy ta odwiedzana, czy ta w marzeniach - tylko jej etapem...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz