poniedziałek, 7 września 2015

Nadciąga Zło...

Zablokowane centrum miasta, trudności z przejazdem. Zamknięte ulice i kolumny opancerzonych, policyjnych wozów na sygnale. Późniejsze przepychanki z protestującymi, próbującymi traktorami rozbić policyjne zasieki. Ustępują pod ciśnieniem wodnych armatek; na szczęście nie ma poszkodowanych.

Kilkaset kilometrów dalej inne, nie mniej (a nawet bardziej) niepokojące obrazy. Tłumy zmęczonych, zdesperowanych ludzi. Jedni pokazują kobiety z dziećmi lub kolejne wariacje przedstawiające trzylatka-topielca. Inni skupiają się na tłumach agresywnych mężczyzn. Który obraz jest prawdziwy? Może obydwa? Wszystko wskazuje na to, że zdarzenia ostatnich tygodni dzieją się na wielu odcinkach, w wielu miejscach. Prawdziwi są zarówno Bawarczycy entuzjastycznie witający uchodźców na Dworcu Głównym w Monachium, jak i młodzi Syryjczycy urządzający regularną zadymę na greckim Lesbos.

Emocjonalne wypowiedzi. Wstyd za rodaków, niechętnych imigrantom/uchodźcom. Wiece i marsze za lub przeciw. Szamotanie się władz narodowych i unijnych. Wyważony głos Papieża i biskupów, ale też larum grane na obronę Okopów Św. Trójcy. Europo, koniec twej gnuśnej drzemki.

Pod tym wszystkim, jak zamiecione pod dywan, codzienne, można już nawet powiedzieć "zwyczajne", tragedie. Syria, Libia i Nigeria. Żarzące się pogorzelisko wschodniej Ukrainy. Zapomniane wojny gdzieś tam, w centralnej Afryce czy Ameryce Południowej. Samobójcze (?) zamachy...

Czasy z ciekawych zrobiły się niespokojne. Będzie jeszcze gorzej - takie moje zdanie. Z jednej strony zbyt wiele jest interesów, którym na takim niepokoju i chaosie zależy. Z drugiej, ów niepokój i chaos już dawno przestał być przez kogokolwiek kontrolowany. Z trzeciej, nie widać silnego (silnych) i zdecydowanego (zdecydowanych), którzy by to opanować mogli i chcieli.

Idzie Złe. Nadchodzi w nas samych, w ludziach. W tych z przybywających z Południa, którzy rzeczywiście mogą być wysłannikami islamskiego terroryzmu. Ale też w tych z nas, Europejczyków, których cieszą odkrywane w ciężarówkach zwłoki i którzy zapraszają przybyszów do Auschwitz.

Otwarta, merytoryczna debata na temat tego, co z obecną sytuacją zrobić jest koniecznością. Ale czy jest możliwa przy tak spolaryzowanych pozycjach, emocjach i dynamicznie zmieniającej się sytuacji? Dla wierzących jasnym jest, kto za tym stoi. Komu zależy na kłótni, konflikcie i agresji. Na negacji człowieczeństwa osoby innej rasy, wyznania czy opinii. Nie wiem, co na ten temat powiedzieliby niewierzący - szczerze zapraszam do komentarzy. Wiem jednak, że i ci, i tamci zgodziliby się w jednym: zło (Zło) jest brakiem dobra. Walczyć można z nim tylko wzmacniając dobro a tam gdzie go nie ma - samemu je tworzyć. Spokojnie dyskutować i nie dawać uwieść się emocjom i obrazkowym manipulacjom. Wspierać organizacje niosące pomoc - bo tej doraźnej, zwyczajnej (przysłowiowej szklanki wody) najbardziej w tej chwili potrzeba. Samemu zanieść koce, żywność czy zabawki koczującym w parkach i na dworcach. Najskuteczniej zaś chyba zapobiegać powstawaniu zła w zarodku, tam, skąd może ono do nas przyjść i nasze własne zło obudzić. Wspierać inicjatywy na miejscu, w Afryce i na Bliskim Wschodzie. Przede wszystkim edukację młodych - na przykład tu, albo tu. Aby krainy te do pokojowego życia się nadawały i nie wyganiały swych mieszkańców na Północ. Północ zimną swym klimatem - ale też coraz częściej zimną chłodem serc.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz