czwartek, 3 września 2015

Жыве Беларусь!

Autokar relacji Warszawa-Białystok-Grodno-Mińsk-Orsza-Moskwa. Nie wiedzieć czemu, zamiast prostą drogą na Kuźnicę, kieruje się na Bobrowniki. Nadłożymy kilkadziesiąt kilometrów, ale może tam krótsza kolejka? Okaże się jednak, że kolejki i tam, i tu nie było wcale, za to na tych dodatkowych kilkudziesięciu kilometrach urządził sobie wysiadkę jeden z pasażerów. Witamy w Europie Wschodniej...

Przejście graniczne Bobrowniki-Brzostowica. Sznur ciężarówek, sklepiki, bary - jak kiedyś w Świecku. Już chyba na dobre zapomnieliśmy o tym, jak może wyglądać przekraczanie granicy lądowej i kontrole na tejże. Paszporty, wizy, formularze, bagaż, pytania, czekanie. Powiedzą nam potem, że dwie godziny to i tak szybko. Wreszcie można wsiadać z powrotem, została nam godzina jazdy. Witajcie w łagrze...

Niemiłe odczucia topnieją jak śnieg wiosną, gdy już na dworcu swoją zjawiskową krasotą wita nas Marta. U niej w domu, mimo przedślubnego rozgardiaszu, wszyscy chcą dać Ci wszystko. Jak to na Wschodzie. To jednak rodzina naszych przyjaciół, w sumie swoi. Taką samą gościnność okazują jednak ich sąsiedzi - Rosjanie - u których będziemy nocować. Legenda rodzinno-sąsiedzka wspomina o wspólnym obalaniu kopniakami płotu, dzielącego obydwa ogrody. Sił i animuszu dodawały krążące w żyłach procenty.

Grodno - swoista mieszanka dawnej Rzeczpospolitej i sowieckiej Białorusi. Barokowe, katolickie kościoły przy Placu Sowieckim i niedaleko ulicy Marksa. Przy tym czysto i spokojnie, tylko te ceny z pięcioma zerami ;-) Zapomnieliśmy również o tym, że i u nas przed denominacją (rok 1995) dolar kosztował dziesiątki tysięcy - w cyfrach ponad dwa razy tyle (w starych złotych jakieś 35000) co w rublach białoruskich.

Przepiękny ślub w grodzieńskiej katedrze, liturgia po białorusku. To prawie jak manifestacja wśród wszechobecnego rosyjskiego. Wesele animowane przez niesamowity zespół muzyki dawnej (dzięki, Kuba, za odkrycie!) Pełno przepysznego jedzenia, napitków też. Oszronione butelki z "Sobieskim" na wielu stołach pozostaną nietknięte; nikt też się nie zataczał ani siary nie robił. Gdzie to słynne słowiańskie chlanie na umór?

Mimo stereotypów, uprzedzeń, nienajlepszej opinii - Białoruś żyje. Żyje w tym swoim białorusko-rosyjsko-sowiecko-polskim pomieszaniu. Żyje w sercach i duszach tych wszystkich młodych, gromko śpiewających stare pieśni. Po białorusku oczywiście. Śpiewających też znane, lednickie kanony w białoruskiej wersji i animujących msze. Nie składających broni, ale też nie rzucających się bezsensownie na milicyjne szeregi. Kultywujących swoją odrębność - i od Polski, i od Rosji - czekających na lepsze czasy. Gdy znów będzie można rozwinąć sztandar z Pahonią. Жыве Беларусь!


5 komentarzy:

  1. Dzięki, Rafał! Odczułeś to, co mało kto zauważa. Mam nadzieję, że to nie ostatnie nasze spotkanie na tych ziemiach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękne to ziemie, więc z przyjemnością tam wrócimy :-)

      Usuń
  2. Wystarczy trochę z Wami pobyć, aby zauważyć :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. dobry tekst :)
    zresztą nie tylko ten.

    OdpowiedzUsuń