Etykiety

piątek, 7 sierpnia 2015

Prezydenci naszej wolności

Na koniec zabrzmiało Te Deum laudamus w warszawskiej katedrze i „pan siadł na majestacie”,
huczały działa, biły dzwony — i otucha poczęła wstępować we wszystkie serca.
Henryk Sienkiewicz, "Ogniem i mieczem"
Powyższe słowa przyszły mi na myśl obserwując wydarzenia wczorajszego dnia (6 sierpnia 2015 roku). Czytając reakcje i komentarze widzę jednak, że nie we wszystkie serca wstąpiła otucha. Lub, że to nie otucha lecz inne uczucia wstąpiły w niektóre serca... Nie mi to oceniać - w swoim profilu na tym blogu deklaruję się jako obserwator, nie sędzia. Również nie okazuję publicznie swych politycznych sympatii - jak na porządnego urzędnika przystało. Dlatego wybaczcie mi ci wszyscy, którzy podsyłacie na Facebooku różne akcje poparcia czy sprzeciwu - nie brałem, nie biorę i nie będę brał udziału. Co jednak nie oznacza obojętności - gdyby było mi wszystko jedno, nie byłoby tego wpisu i tego bloga. (Tutaj małe wyjaśnienie: tytuł posta niebezpiecznie blisko jest sloganowi wyborczemu jednego z uczestników ostatniej kampanii. Zdaję sobie z tego sprawę i użyłem go celowo - jednak bez jakiejkolwiek politycznej czy personalnej konotacji)
Z zainteresowaniem przyglądałem się wiosennej kampanii wyborczej na urząd Prezydenta RP. Jednocześnie z rosnącym zdumieniem obserwowałem kolejne samobójcze kroki ekipy ustępującego Prezydenta. Wypisz-wymaluj kampania z roku 1995 i postawa Lecha Wałęsy wraz z jego sztabem - pewnych, że przecież nie może naród nie wybrać ponownie swojego bohatera... O dziwo, dynamizm i skuteczność kampanii, która przyniosła wtedy zwycięstwo Aleksandrowi Kwaśniewskiemu, widoczny był w tym roku po jakże innej stronie politycznego sporu. Tej, której często przypina się łatkę zacofanej, średniowiecznej, starszej, niewykształconej i z małych ośrodków ;-) Pamiętam, jakim szokiem dla niektórych były tamte wybory i ich wynik. Tak samo też jak dzisiaj, snuto wtedy dość absurdalne obawy przed powrotem czegoś strasznego i szkodzącego Polsce.
Powszechność wyborów prezydenckich w naszym Kraju sprawia, że zapominamy o ograniczonych prerogatywach tego Urzędu. Przywróconego w roku 1989 i niejako z urzędu obsadzonego Wojciechem Jaruzelskim. Nawiasem mówiąc, postać ta - pomimo wszystkich, w większości uzasadnionych, zarzutów, charakteryzowała się dla mnie jednym, dużym plusem: staranną, polską wymową (pewnie też pisownią), zdradzającą porządne, przedwojenne wykształcenie. W przypadku tamtego pana nie do pomyślenia byłyby kwiatki w stylu "Kościeżyna-Koźla", "bulu" czy "nadzieji"... Powszechne wybory mieliśmy jednak dopiero rok później, jesienią 1990 roku. I szok, związany z porażką urzędującego premiera w I turze oraz poparciem, uzyskanym przez nikomu nieznanego Polako-Kanadyjczyko-Peruwiańczyka. Kilkanaście miesięcy trudnych przemian wystarczyło, aby przejść od okrzyków "So-li-dar-ność!" do "Precz z Walęsą!"...

Prezydentura Lecha Wałęsy, pełna dynamizmu i konstytucyjnych przepychanek. Zdziwienie porażką po pierwszej kadencji, w dodatku z młodym, post-PZPR-owskim aparatczykiem. Pięć lat później, w roku millenijnym, jedyne wybory rozstrzygnięte w pierwszej turze i jedyna do tej pory druga kadencja. Po drodze, niestety, helikopter z Siwcem, cmentarz w Charkowie i pourazowy zespół przeciążeniowy goleni prawej. Rok 2005 i podwójne zaskoczenie, prezydenckie i parlamentarne. Kadencja Lecha Kaczyńskiego, której rzetelną ocenę utrudnia (czy wręcz uniemożliwia) jej tragiczny koniec. Przedostatni z Prezydentów, który chyba nawet swoich zwolenników zaskoczył in minus - zarówno decyzjami politycznymi (czy raczej ich brakiem), jak i żałosnymi wręcz gafami. O prezydenturze Andrzeja Dudy będzie można coś powiedzieć za parę miesięcy, na pewno nie wcześniej niż po upływie zwyczajowych 100 dni.

Na koniec odsyłam do kolejnego dobrego tekstu Janka oraz mocnych słów ojca Grzegorza Kramera. Chciałbym się też do czegoś przyznać: chociaż nie zawsze z kolejnymi prezydentami RP było mi ideowo lub programowo po drodze, żaden z nich nie był dla mnie nigdy Bolkiem, Kwachem, Kaczorem czy Komoruskim. Oczekując szacunku wobec siebie, okażmy go też innym. Tym bardziej tym, którzy majestat naszego Kraju przedstawiają. Ten Urząd szacunku wymaga - niezależnie od osoby, która go aktualnie pełni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz