piątek, 14 sierpnia 2015

Po co to wszystko?

Pawełek z rodzicami właśnie wrócił do Polski. Historię jego walki o życie można było śledzić na specjalnym, facebookowym profilu. Zawsze w takich przypadkach targają człowiekiem dwa przeciwstawne uczucia. Złość na polski system opieki zdrowotnej, gdzie jedynie brak pieniędzy powoduje, iż pacjentów takich jak Pawełek odsyła się do hospicjum... Ale chyba dominująca jest radość, że się udało. Że miało się w tym swój malutki udział. Trzeba tylko pilnować, aby była to radość z robienia dobra a nie działanie dla swojej własnej satysfakcji.
 
Jeden przypadek z dziesiątków, setek, tysięcy... Mali pacjenci z rzadkimi lub skomplikowanymi schorzeniami, których uratować może jedynie kosztowna operacja lub terapia za granicą. Niedożywione dzieci w Kongu. Nieliczni chorzy w Rwandzie, którym udało się dotrzeć do wspieranego przez fundację Szymona Hołowni szpitala. Dzieci ulicy i sieroty, które dostały szansę na normalne życie i naukę w Zambii i Kamerunie. Przypadki nie tylko afrykańskie: chcący pomagać na pewno znajdzie też potrzebujących bliżej siebie.
 
Można się zastanawiać, po co to wszystko? Czy jest sens takiej pomocy? Czy moje małe wsparcie (w jakiejkolwiek formie) cokolwiek zmieni... Można... Nie, nie można! Od zastanawiania się nic nie zmienimy, tym bardziej na lepsze. Skąd na świecie zło? Podobno najprościej można je zdefiniować jako brak dobra. Jeśli więc tak nas rusza otaczające nas zło i niesprawiedliwość, to róbmy dobrze i nieśmy dobro tam, gdzie możemy i chcemy. Czy Sprawiedliwym wśród narodów świata ktokolwiek się dziwi, że ratowali pojedyncze życia, gdy wokół ginęły tysiące? Owszem, nikt z nas, w pojedynkę czy nawet w większej grupie, zła swoim dobrem nie wyeliminuje. Ale każdy nasz gest, każda chwila poświęcona potrzebującym, każdy datek ma sens. Najczęściej przekraczający nasze wyobrażenia i postrzeganie świata, ale ma. Warto. Naprawdę warto.
 
 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz