Etykiety

sobota, 4 lipca 2015

Żaby, pełnia i ból istnienia

Od kilku dni temperatury iście afrykańskie. Nie narzekamy, bo ciepło jest przyjemne. Przychodzi jednak noc, duszna i gęsta. Wcale nie ciemna, tak jak tam. Jak tu spać? Jak żyć w zgodzie z naturą i boskim zegarem ziemskiego czasu?

Okna otwarte, jasno. Pełnia właśnie jest lub była. Na morzu, tym kochanym, tutejszym - Północnym, pływy syzygijne. Kilkumetrowa winda dwa razy na dobę. Ale to ponad 100 kilometrów stąd. Tu tylko księżyc, upał i żabi rechot z nieodległych stawów. Odgłos prawie z dzieciństwa. Taki naturalny. Aż spać nie daje.

Światła, dużo świateł. Bezsenność nocy afrykańskiej może wynikać z jej ciemności i braku poczucia bezpieczeństwa. Owo poczucie tutaj, w Europie, częściowo zapewniają sztuczne źródła światła. Tyle ich, że zasnąć trudno. Tylko księżyc, upał, żabi rechot i bezsenność.

Kotłowanina myśli. Bezładna, bezsensowna. Jaki to był dzień, co przyniósł i dlaczego znowu nic. Jaki będzie kolejny, co przyniesie i dlaczego znowu nic. Nic... Nic w głowie, nic w życiu. I tak dzień za dniem, noc za nocą. Nic, tylko księżyc, upał, żabi rechot...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz