Etykiety

sobota, 25 lipca 2015

Wąskie tory starej ciuchci

Było to bodajże w roku 1989, albo rok później. Wyjazd z moją, nieżyjącą już, babcią do Gniezna. Ulica Witkowska, równolegle do której biegną tory Gnieźnieńskiej Kolei Wąskotorowej. Rozstaw szyn to 750mm, nieco ponad połowa tego co na kolei normalnej (1435mm). Równie zabawkowe wrażenie robi jeżdżący po nich (wtedy jeszcze według regularnego rozkładu) pociąg. Ot, taki czajnik na kołach. Przy torach grupki rozentuzjazmowanych miłośników kolei z Niemiec, z zapamiętaniem fotografujących ten niewystępujący już u nich środek transportu.


Lata dziewięćdziesiąte XX wieku to prawdziwa rzeź połączeń kolejowych w Polsce. Najbardziej widoczna i komentowana na liniach normalnotorowych (niektóre z nich, np. Żnin-Szubin, zniknęły całkowicie), lecz największe spustoszenia dotknęły wąskotorówek, owych lokalnych ciuchci. To właśnie taka ciuchcia, z prawdziwym sapiącym i gwiżdżącym parowozem, wydaje się być pierwowzorem wszystkich dziecięcych zabawek i "postaci" filmowych (Tomek i przyjaciele, Stacyjkowo). Żaden środek lokomocji nie stał się tak bliski człowiekowi, zwłaszcza najmniejszemu, jak ciuchcia. Wyjaśnienie pewnie jakiś mądry psycholog i socjolog by znalazł. Może dlatego, że kolej była pierwszym w historii sposobem przemieszczania się prawie zupełnie niezależnym od przyrody (siły pociągowej zwierząt i ludzi, nurtu rzek, wiatru, pogody...) Samochód pojawił się parę dekad później, bardzo indywidualizując podróżowanie. Samolot zaś znacznie skrócił czas podróży i sprawił, że świat jakby zmalał.

Podróż wąskotorówką jest na tym tle wyjątkowa. Prędkość zazwyczaj nie powala; złośliwi twierdzili, że na większości połączeń można wysiąść i zbierać grzyby a i tak zdąży się jeszcze wskoczyć do ostatniego wagonu. Trudno też mówić o komforcie. Co w takim razie jest wyjątkowe? Może owa prowincjonalność, wiejskość i swojskość zarazem. Może pewien archaizm, zwłaszcza gdy pociąg jest ciągnięty przez parowóz. Może doświadczenie uczestniczenia w czymś, co ostało się w naszych czasach a należy do tych już minionych. Podróż koleją ma w sobie pewien pierwiastek mistyczny, należy do podróży przez wielkie P.

Wracając do wąskotorówek, powoli znikających z polskiego krajobrazu (najpierw pociągi, potem infrastruktura). Wspomniana kolejka gnieźnieńska łączyła się kiedyś z systemem kolejek kujawskich (dojazdowych i zakładowych), które rozciągały się od Koła po Aleksandrów Kujawski. Jedna z linii obsługiwała Cukrownię Dobre w powiecie radziejowskim. Po jej likwidacji, staraniem niemieckiego stowarzyszenia miłośników kolei (kto wie, może maczali w tym palce ci sami ludzie, którzy wtedy, w 1989, robili zdjęcia kolejce w Gnieźnie?), kilka lokomotyw spalinowych zostało zabezpieczonych, wyremontowanych i wysłanych na... Karaiby. Tam, na wyspie St Kitts (głównej wyspie państwa obejmującego też sąsiedni Nevis), przeżywają drugą młodość (albo dożywają spokojnej starości). Mówił ktoś, że wąskotorówka to prowincja i żaden wielki świat? A tu - voila! - przekracza nawet oceany. Oooooooodjaaaazd!!!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz