Etykiety

piątek, 12 czerwca 2015

Początek lata

Lato zaczynało się dla mnie dniem, który nie będąc niedzielą był wyjątkowo uroczysty. Po nim następował okres, kiedy aż do jesieni nic niezwykłego się nie działo. Za kilka tygodni kończyła się szkoła i zaczynały wakacje, do długości których się teraz tęskni. Dzień ten zaczynał się bardzo wcześnie, o świcie a nawet kilka dni wcześniej...

Kiszkowo

Już od piątej rano wzdłuż ulic, które dzisiaj będą trasą Najważniejszego, roznosi się metaliczny odgłos "palikowania krów". Chodzi o wbijane za pomocą sporych młotów brechy (łomy) w spojenia krawężników (co drugi). Wetknie się w powstałe w ten sposób dziury brzozowe drzewka lub gałązki, ścięte dzień wcześniej w okolicznych lasach. Paręnaście lat później z zażenowaniem zobaczę ludzi bijących się wręcz o listki z owych drzewek (podobno na szczęście czy zdrowie)... Ale to będzie Pruszków, wtedy dla mnie głęboki Wschód Polski. U nas, w Wielkopolsce, tylko dekorowaliśmy trasę. Moja rodzina oprócz tego przygotowywała pierwszą ze Stacji. Kilkudniowe narady nad kompozycją i wyborem hasła, wycinanie liter (styropian, bristol, sklejka...), szycie materiału i flag... Wielka biało-czerwona pojedzie w 1990 roku z nami do Poznania :-) Kulminacja wydarzenia krótko przed południem, gdy z poewangelickiego kościoła wyrusza procesja.



Towarzyszą jej Friedrich i Wilhelm - noszące imiona pruskich monarchów dzwony z tejże świątyni, ocalałe z wojennej zawieruchy (niejako w zamian za "prawowite", katolickie, zrabowane przez Niemców z drugiego, parafialnego, kościoła w miejscowości). Pamiętam logistykę przekazywania sygnałów na wieżę - kiedy przerwać, kiedy znów zacząć ponownie dzwonić. Czasy głęboko przedkomórkowe, zostawały wizualne sygnały ustawionych w zasięgu swego wzroku ministrantów. Drugi z ołtarzy, autorstwa jednej z nielicznych, inteligenckich rodzin. Pod koniec maja pamiętnego 1989 roku pojawią się przy nim plakaty Głosuję na Solidarność... Trzeci ołtarz, już przy równoległej ulicy i ostatni, przy Rynku. Tu następowało główne błogosławieństwo Najświętszym, często wzniesionym dłuższą chwilę, podczas gromkiego Boże coś Polskę. Dzwonki, kwiaty, sztandary i feretrony - mające swoją jedyna prezentację w ciągu roku. Zakończenie zaś w małym, drewnianym kościele. Tak mi bliskim - bo rodzinnym, chrzcielnym, ślubnym i pogrzebowym. W różnych kościołach byłem na Mszy, w różnych językach i na pięciu kontynentach. Jednak zawsze, odmawiając tylko w Kiszkowie spotykaną modlitwę Za wszystkie dary, widzę ten właśnie kościół i czuję zapach modrzewiowych belek, z których jest zbudowany. Ech, chyba się sentymentalny na starość robię...



Schoenstatt

Nasza duchowa stolica. Boże Ciało obchodzone w niedzielę po czwartku. Jak i w Kiszkowie, przygotowania trwają od kilku dni. Przede wszystkim zbiór kwiatów (płatków i całych kwiatostanów), które utworzą potem barwne dywany. Iście królewski chodnik dla Króla Królów. Do tego generalne sprzątanie: ścieżek, trawników, placyków i dróg. Z niemiecką dokładnością i nieznoszącą odchyleń precyzją. Na szczęście w kwiatowych kompozycjach widać nutę wschodnioeuropejsko-afrykańsko-azjatycko-latynoską :-) Taka też, z pozaniemieckimi domieszkami, będzie później procesja.


Atmosfera święta, z orkiestrą dętą i niosącym się daleko głosem trzech potężnych dzwonów. Kwitnące kwiaty i dojrzewające na okolicznych polach zboża. W procesji zaś, obok większości niemieckich emerytów, również dziewczynki w polskich strojach ludowych, Azjaci i Afrykanie. Kilkadziesiąt barwnych flag. Ciebie poprzez okrąg Ziemi, z głębi serca ile zdoła - głosy ludów zgodzonymi, wielbi święta pieśń Kościoła... Ciepło - na zewnątrz i na sercu. Ciepło, znaczy lato. Nareszcie!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz