Etykiety

niedziela, 14 czerwca 2015

Osiemnastka

Myśląc, słysząc lub czytając "osiemnastka", przychodzą do głowy dwa obrazy: imprezy z okazji osiągnięcia pełnoletniości oraz dziewczyny w tym wieku. Oba mogą się odnosić do mijającego powoli dnia. Właśnie stuknęła osiemnastka naszemu małżeństwu, w którym małżonka moja cały czas wygląda na ów wiek :-)

Dlaczego właściwie pełnoletniość uzyskuje się z tym wiekiem? Jest to chyba kwestia umowna - równie dobrze mogłoby to być 17, 19, 20 czy 16 lat... Pewna młoda, acz mądra osóbka powiedziała kiedyś, że owszem, jest już pełnoletnia, ale jeszcze nie dorosła. Czy w takim razie małżeństwo nasze można uznać teraz za dorosłe? Mam nadzieję, że nie. Dorosłość w tym kontekście to nuda, przewidywalność, roztropność i zrzędliwość. Do tego poczucie, że młodość (więc wszystko, co najlepsze) już za nami, że doświadczenie i przezorność zawsze wygra z ryzykiem i szaleństwem. Fuj, tylko nie to!!! Z drugiej strony, taka dorosłość to powinna być też stabilizacja, poczucie bezpieczeństwa i odpowiedzialność - tak potrzebne żeńskim stronom małżeńskich umów. Jak w takim razie uzyskać równowagę? Czy to właśnie ona jest owym małżeńskim kompromisem, gdzie każda ze stron powinna trochę ustąpić?

Nie wiem, nie będę się zgrywał na eksperta od małżeńskich relacji. Nie mnie też osądzać, czy związek nasz jest udany, przykładny etc. etc. Mi w nim dobrze i mam nadzieję, że Żonce mojej też. Klucz? Chyba przede wszystkim bliskość, rozumiana jako wspólne spędzanie czasu (nawet jego marnowanie poprzez nicnierobienie), rozmowa na każdy temat - przede wszystkim o nas i naszej relacji, no i chyba też sporo cierpliwości... Z wiekiem jakby coraz więcej jej potrzeba, bo zaczynają wyłazić z nas genetyczne, odziedziczone po przodkach przywary. Oraz nie tyle patrzenie sobie w oczka, co w cztery oczy patrzenie na świat. Bo podobno kochać - to patrzeć w tym samym kierunku. Cokolwiek jednak było i co ma nastąpić - dziękuję, Kochanie <3




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz