sobota, 4 kwietnia 2015

Pax cameruniana

W afrykańskiej rzeczywistości to, co namacalne, płynnie przeplata się z tym, co nadprzyrodzone. Właściwie trudno wyznaczyć granicę między jednym i drugim. Tak samo przeplatają się na tym kontynencie - a chyba w sposób szczególny w tym kraju - różne religie i wierzenia. Kościoły katolickie, sale spotkań różnych protestanckich kongregacji, meczety - wszystko obok siebie, w pokoju i harmonii. Tak zawsze tutaj było i wydawać by się mogło, że może być zawsze, będąc wzorem dla paru innych afrykańskich państw.

Tymczasem podobna sytuacja jeszcze parę lat temu panowała w sąsiedniej Republice Środkowoafrykańskiej. Trochę podobna, bo w odróżnieniu do Kamerunu chrześcijanie stanowili tam ponad 80% ludności. Za to muzułmańska mniejszość była zawsze swego rodzaju finansową elitą, skupiając w swych rękach np. większość handlu i rzemiosła. Zawirowania polityczne i dyktatorskie rządy kolejnych prezydentów doprowadziły do powstania opozycyjnej koalicji, w której większość stanowili muzułmanie. Jak łatwo się domyślić, nałożenie kadzidła różnic religijnych na żar walki politycznej mogło zaowocować jedynie trującymi oparami... Tocząca się w RŚA od paru lat wojna domowa przyniosła tysiące ofiar i dziesiątki tysięcy uchodźców. Powstałe w reakcji na przemoc opozycyjnych (=muzułmańskich) bojówek chrześcijańskie milicje, wkładane są dzisiaj do szufladki z etykietką Christian terrorism... Kolejne rozejmy i porozumienia nie przynoszą trwałego pokoju. Spirala przemocy, wzajemnych oskarżeń i nieufności wydaje się rozkręcać w nieskończoność...

Kamerun na tym tle wygląda jak oaza spokoju. Czy jednak nie jest to cisza przed burzą? Napięć o charakterze religijnym tu nie widać (nie licząc bandyckich rajdów Boko Haram z sąsiedniej Nigerii). Jednakże rządzący od 1982 roku prezydent (Paul Biya) ma już 82 lata i tylko patrzeć jak rozgorzeje walka o schedę po nim (chyba, że już wyznaczył następcę który będzie zaakceptowany przez większość działających w kraju ugrupowań). Biya, chrześcijanin z Południa, jest dopiero drugim prezydentem niepodległego Kamerunu, który władzę po poprzedniku (Ahmadou Ahidjo) przejął w sposób, jak na Afrykę, wręcz pokojowy. Czy tak samo będzie po śmierci Biyi lub jego rezygnacji? Czy któremuś z pretendentów nie przyjdzie do głowy przywołanie demonów wojny religijnej? Pozostaje mieć nadzieję, że sytuacja jest pod kontrolą i obecny prezydent - oprócz powiększania swojego majątku, ustawiania rodziny i przyjaciół oraz wizyt w szwajcarskich klinikach - zadbał o sukcesję po sobie. Lub zostawił ją do decyzji wyborców (ha ha ha...) To jednak Afryka, gdzie o przyszłość mało kto się martwi. Pomartwmy się przynajmniej my, pamiętając o Kamerunie w naszych modlitwach i przykładając się do edukacji najmłodszych obywateli - aby ich już takie obawy i spory nie musiały dotyczyć.

Boże, którego jedni widzą w Chrystusie Eucharystycznym,
inni w naukach Proroka z Mekki,
a jeszcze inni w starych wierzeniach i magicznych obrzędach - 
nie opuszczaj swych afrykańskich dzieci i głęboko zapuść w ich sercach
pragnienie zgody i pokoju. Niech tak się stanie.
Amen, Inszallah.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz