Etykiety

piątek, 17 kwietnia 2015

Miasto (Europa)

Bruksela

"Stolica" Europy. Kosmopolityczna i mieszczańska zarazem. Nieprzewidywalni uczestnicy ruchu drogowego, aczkolwiek na ulicach i chodnikach jakby bezpieczniej niż w Polsce. Wąskie ulice z rzędami XIX-wiecznych kamienic i autostrady wkraczające wprost do (właściwie to "pod") centrum. Stare Miasto z przepychem Grand Place/Groote Markt i pustoszejąca w weekendy dzielnica europejska. Dużo zieleni, zarówno parków publicznych jak i prywatnych ogrodów. Metro, z fizycznie trzema liniami, z których sprytni Belgowie w rozkładzie zrobili sześć.

Wszystkim się wydaje, że siedziba głównych organów Unii Europejskiej i NATO jest nie wiadomo jaką metropolią. Do pierwszej wizyty ;-) Oczywiście, zapadłą dziurą też jej nazwać nie można. Jaka zatem jest? Z jednej strony silnie osadzona w belgijskiej przeszłości i rzeczywistości. Czyli trochę Niderlandów i trochę Francji. Od kilkudziesięciu lat ze sporą domieszką śródziemnomorską, podkolorowaną Maghrebem i czarną Afryką. Coraz częściej w tym wszystkim słychać także polski i inne języki naszej części Europy. Prawdziwy europejski Nowy Jork. Czy jednak "prawdziwy"? Bruksela ma jednak swoją przeszłość i tożsamość, której nie zbudowali imigranci. Jednak ci ostatni mogą śmiało wszystko to, co to miasto sobą prezentuje, nazywać swoim. Ot, taka belgijska specyfika. Z jednej strony mocne przywiązanie do swojego miasteczka, gminy czy prowincji, z drugiej - otwartość na innych i zainteresowanie tym, co ze sobą przynoszą. Ale to już temat na zupełnie innego posta.

 


Mogilno

Rodzinne miasto mojej Żonki. Miasteczko właściwie, lokalne centrum administracyjne i usługowe, z bogatą historią i nieco mniej świetlaną teraźniejszością. Wspaniale opisane w książce Moniki. Ciekawie położone, z kilkoma głównymi i kilkunastoma bocznymi ulicami. Otoczone osiedlami bloków i domków jednorodzinnych, przecięte sięgającym do centrum jeziorem i linią kolejową. Poznane przeze mnie po raz pierwszy ponad 20 lat temu, stale się zmieniające i coraz ładniejsze. Może się podobać, ale jest jakby odwrotnością mickiewiczowskiej lawy: ładne, błyszczące i dynamiczne na zewnątrz, pełne marazmu, pretensji i małomiasteczkowych układzików pod spodem. Kobiety i dziewczyny nie wychodzące na zakupy bez makijażu i stylizacji godnej niedzielnej Mszy lub co najmniej rozmowy o pracę. Pajęczyna plotek, domysłów i pomówień, okraszona narzekaniami jak to nam źle. Trochę zagmatwana tożsamość: historycznie Wielkopolska, na ulicy króluje "tej" (podobno jest to jedyne miejsce w Polsce, gdzie poznańskie "tej" łączy się z kujawsko-kaszubskim "jo"), pyry, szlauchy i "rozumisz". Jednak od 40 lat administracyjnie "pod" Bydgoszczą, przeżywającą podobne poszukiwania własnych korzeni. Pełno bezinteresownej zawiści i zainteresowania sprawami innych - bynajmniej nie po to, aby im pomóc. Czy są w tym wszystkim jakieś pozytywy? Na pewno przeżywający drugą młodość pobenedyktyński klasztor, przejęty niedawno przez ojców kapucynów. Warto w spokoju obejrzeć gotycką bryłę świątyni i jej sklepienia ale i wybrać się na Mszę (Liturgia Wigilii Paschalnej, z czołem opartym o kilkusetletnią kolumnę - bezcenne...) Do tego swojskość i poczucie powrotu do małej ojczyzny, owego Heimatu, którego to poczucia nie dają duże miasta.

 

Warszawa

Przy Brukseli - wielkomiejska metropolia. Szerokie ulice, tramwaje z wydzielonymi torowiskami i wieżowce o śmiałych kształtach. Najbardziej jednak w Warszawie uderza jej dynamizm, nazywany przez niektórych pędem czy wyścigiem szczurów. Ja wolę zauważać jego bardziej kolorową stronę. Dużo młodzieży, która ma gdzie pójść i gdzie się podziać. Grupki grające, śpiewające i tańczące na ulicach. Knajpki z różnorodną ofertą, coraz bardziej klimatyczne i zaaranżowane z pomysłem. Panorama Pragi z Placu Zamkowego, ze Stadionem Narodowym i odwrotnie - panorama Starówki z Wisłostrady. A przy tym wszystkim niedowierzanie towarzyszące świadomości, że wszystko to 70 lat temu było kupą gruzów. Pomniki, tablice, skwery z nazwami powstańczych batalionów - wszechobecna, krwawa przeszłość. Tak jak miejskie dziś płynnie przelata się z wczoraj, tak samo zdaje się przeplatać ludzka przeszłość z teraźniejszością i przyszłością. To w Warszawie (w Polsce generalnie) nadal ustępuje się miejsca starszym. To tutaj życie zamiera na minutę każdego 1 sierpnia o 17:00. To tutaj, jak i w całej Polsce, kościoły wypełnione są ludźmi kilku pokoleń, z przewagą staruszków i młodzieży. Widząc jednak entuzjazm, bezkompromisowość i radość życia owych okołodwudziestolatków nie sposób odegnać myśli, że już za klika lat weźmie ich w swoje bezlitosne tryby maszyna pracy, kariery, korporacji, terminów i projektów. I braku czasu na cokolwiek.

 


Tervuren

Podbrukselska sypialnia, jednak z własną historią i tożsamością. Mooie vlaamse gemeente* z ponad 30% udziałem cudzoziemców z kilkudziesięciu krajów. Rynek z kilkuwiekowym kościołem, kilka restauracji i sieć wąskich uliczek z architektonicznie chaotyczną zabudową. Duży, ogrodzony Park - dawniejszy rewir łowiecki tutejszych książąt, obecnie cel weekendowych wycieczek dla zmęczonych brukselską ciasnotą. Uważany za drogi, nam jednak udało się siedem lat temu znaleźć przytulny domek w okazyjnej cenie. Mimo, że flamandzki, w sklepach bez problemu można się dogadać po francusku i angielsku. Tervuren w powszechnej świadomości to dwie rzeczy, ściśle ze sobą powiązane: Królewskie Muzeum Afryki Środkowej i wspomniany wyżej Park. To pierwsze aktualnie w remoncie. Czas był ku temu najwyższy, bo zarówno sposób prezentacji zakurzonych eksponatów jak i niektóre kolonialne i rasistowskie opisy zmian już wymagały. Ten drugi różnorodny, z francuskim ogrodem wokół muzeum, pełnymi ptactwa stawami (w jednym rezydują nawet żółwie), płynnie przechodzący w las, który ciągnie się aż pod Waterloo. Wchodząc do Parku mimowolnie zwalnia się kroku, również myśli wydają się zwalniać i odpoczywać. Ogólnie - dobre miejsce do mieszkania :-)




* Ładna flamandzka gmina - slogan na tablicach drogowych, mający podkreślać flamandzki, czysty, spokojny i bezpieczny charakter okolicy
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz