Etykiety

wtorek, 14 kwietnia 2015

Miasto (Afryka)

Yaounde

Yaounde (pisane czasem jako Jaunde), stolica administracyjna Republiki Kamerunu. Metropolią nazwać jej nie można – tą podobno jest Douala, stolica handlowa, leżąca prawie na wybrzeżu Atlantyku. Prawie, bo jest portem morskim tak samo jak Szczecin, Hamburg czy Antwerpia, które też nad samym morzem nie leżą. Yaounde, położone między wzgórzami na ponad 1000 m n.p.m., dysponuje jednak łagodniejszym klimatem i pewnie dlatego właśnie ono jest konstytucyjną stolicą Kamerunu. Nie zachwyca, ale i nie przytłacza. Właściwie to jeden wielki zlepek dzielnic jednorodzinnych domków o różnym standardzie. W centrum trochę budynków rządowych, biznesowych, handlowych i usługowych, wyższych niż 3 piętra. Są też i takie wyższe niż 10 pięter, w tym niedawno ukończony (rzecz jasna przez Chińczyków :-)) "Dom śmierci". Wcześniej straszył iście szkieletorską estetyką oraz realnym zagrożeniem życia ze strony nielegalnych mieszkańców.

Miasto żyje: dzieci w różnym wieku spieszące do szkół lub korzystające z przerw; ale też pracujące na targach czy w małych zakładach rzemieślniczych. Ruch setek samochodów, w 80% taksówek i w 90% Toyot, z pozoru chaotyczny ale jakaś logika w tym jest. Tym bardziej godna podziwu, że tylko najważniejsze ulice w centrum mają nazwy a numerów domów ciężko się doszukać. Pasy ruchu nie istnieją, ile się zmieści, tyle obok siebie pojedzie. Klakson używany oszczędnie, krótkimi sygnałami i zgodnie z przeznaczeniem. Tak, tutaj trąbi się PRZED, uprzedzając manewr czy zapobiegając niepożądanemu zdarzeniu. Zupełnie jakby krótkie trąbnięcia miały znaczyć "Ej! Ty! Uważaj, jadę. Wjeżdżam na skrzyżowanie. Skręcam". W Europe dla odmiany klakson służy raczej do rozładowania stresu (ciekawe, czy to działa?), wyrażenia frustracji czy wściekłości. No i nacisnąć go trzeba co najmniej na kilka sekund, aby zabrzmiało to jak "Wkuuuuuuuuuuuurw!!!!". W tym wszystkim nie widać żadnych wypadków, stłuczek czy obtarć, chociaż trudno znaleźć karoserię bez wgnieceń, dziur czy ubytków w lakierze. Kilka skrzyżowań z sygnalizacją, działającą i respektowaną (!) Tu i ówdzie policjanci, żandarmeria, wojsko, Gwardia Prezydencka etc. Zabronione fotografowanie, zawsze śmiertelnie poważni. Nad nimi reklamy, prawie absurdalne dla znających realia. Np. rodzina zebrana wokół upieczonego kurczaka: ile rodzin piecze CAŁEGO kurczaka na obiad, w mieszkaniu w bloku, w piekarniku? Ilu może sobie pozwolić na zakupy w marketach? 1-2% ludności?

Nie, Yaounde nie jest koszmarem, jaki malują ci, którzy widzieli Lagos, Kinszasę czy Kair. Nie jest też przytulnym, malowniczym miasteczkiem (chociaż położenie na wzgórzach uroku mu dodaje). Ale w sumie jest do ogarnięcia. Nawet można je polubić :-)







Ngaoundere

Region Północ, bardziej jednolity etnicznie i religijnie. Już w pociągu zapowiedzi w fulfulde; język ten słychać też na ulicy i widać na szyldach (napisy w alfabecie arabskim). Meczety i stragany, klimat pogranicza (coś w stylu miasteczka na amerykańskim Dzikim Zachodzie). Do tego kurz i pył, jakby pustynia wdzierała się do miasta. A to przecież jeszcze nawet nie Sahel - przedsionek Sahary. Bardziej suche powietrze i bardziej okutani ludzie - nawet w kufajki i wełniane czapki (mimo 30 stopni w cieniu). Długie, zakrywające ale barwne szaty kobiet i jasne, jednokolorowe ubrania mężczyzn, w tym koszule za kolana. Powściągliwe zaczepianie (właściwie tylko pokazanie swojego towaru), nie ma nachalności i ciągania za rękaw. Zakupy w sklepie jak przed wyprawą w nieznaną Dzicz (np. australijski Outback). Inne rysy twarzy mijanych ludzi, samochody na obcych rejestracjach (ciężarówki z Czadu, odbierające swój ładunek na tutejszej, końcowej stacji kolejowej). W tym wszystkim trudno uwierzyć, że Ngaoundere ma ponad 150 tysięcy mieszkańców... Brak wysokich budynków (najwyższe są minarety i wieże przekaźników GSM), wrażenie wielkiego skrzyżowania zabudowanego miastem - wszyscy zdają się być tu przejazdem, coś załatwić i wracać do siebie: do wiosek i obozowisk. No bo w sumie miasto jest po to, aby coś w nim można było załatwić, kupić i sprzedać a nie, żeby w nim mieszkać. Prawda? ;-)











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz