poniedziałek, 27 kwietnia 2015

"A czy ja TO robiłem?"

Piątkowa (24 kwietnia 2015) wieść o śmierci Profesora Bartoszewskiego zaowocowała artykułami i memami dotyczącymi tej nietuzinkowej postaci. Najczęściej powtarzano jedną z jego wypowiedzi, która stała się tytułem książki o jego życiu: "Warto być uczciwym". Nie o tym zdaniu jednak, ani o osobie ś.p. Profesora chciałem tu napisać.
 
Władysława Bartoszewskiego najbardziej zapamiętałem ze spotkania, które miał z nami - słuchaczami Krajowej Szkoły Administracji Publicznej (KSAP) - w 2000 lub 2001 roku. Minister spraw zagranicznych, z bogatym życiorysem i barwnym językiem - nietrudno przewidzieć, że spotkanie do nudnych nie należało i nawet mnie nie morzyła senność :-) Ze spotkania tego pamiętam szczególnie wspomnienia naszego gościa odnoszące się do pionierskich czasów polskiej demokracji. Rok 1989, tworzenie rządu Tadeusza Mazowieckiego. Władysław Bartoszewski został przez ówczesnego premiera poproszony o objęcie funkcji Ambasadora RP w Wiedniu. Miał wtedy zareagować że się nie nadaje, że nigdy tego nie robił. Na to premier Mazowiecki, spojrzawszy "spode łba" odrzekł: A czy ja TO robiłem? :-)
 
Śmierć (nagła, choć w sędziwym wieku) Profesora Bartoszewskiego wpisuje sie w powolne odchodzenie elit nowotworzonej III RP. Czasu szczególnego, który dane nam było przeżyć u progu dorosłości. Poszukiwania ludzi może i z łapanki, ale w większości ideowych, którzy musieli stanąć przed wydawałoby się niewykonalnym zadaniem. Powoli odchodzą: Władysław Bartoszewski, wcześniej Tadeusz Mazowiecki i Jacek Kuroń. Ale też czołowi reprezentanci drugiej strony ówczesnej sceny politycznej: Mieczysław Rakowski, Józef Oleksy, Wojciech Jaruzelski... Nie wdając się w analizę ich postaw, czynów i decyzji, mam wrażenie, że jesteśmy świadkami pewnej pokoleniowej zmiany. Niestety, chyba na gorsze. Bo czy można kogokolwiek z obecnych polityków nazwać z pełnym przekonaniem mężem stanu? (swoją drogą, to jak odnieść to określenie do kobiet? Żona stanu? Pytam bez złośliwości, po prostu nie wiem...) Nie dotyczy to tylko polskiej sceny politycznej, zjawisko ma wymiar ogólnoeuropejski. Może to po prostu jeden z przejawów kurczącej się roli i znaczenia Europy w świecie? Ech, 20 lat temu wydawało się - tak, jak Fukuyamie - że doszlismy do końca historii. A tu masz, znów ciekawe czasy - jak w chińskim przekleństwie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz