Etykiety

piątek, 6 marca 2015

W podróży

Dopiero po jakimś czasie zorientowałem się, że mimo tytułu "Dlaczego tam?", nadanemu poprzedniemu postowi, nie daję żadnej odpowiedzi na to pytanie ani nawet wskazówki doń. Zanim wyjaśnię, o co z tym Kamerunem chodzi, mała refleksja o podróżowaniu.
Podróże, przemieszczanie się, w zasadzie od zawsze były częścią życia człowieka. Na pewnym etapie rozwoju dość istotną (taką pozostały do dziś dla niektórych ludów; czy jednak z tego powodu mamy prawo nazywać je opóźnionymi w rozwoju, zacofanymi?) Przemieszczano się w poszukiwaniu lepszych warunków życia, zwierzyny, roślinności dającej pożywienie i okrycie, znośniejszego klimatu. Później doszły do tego łupieżcze wyprawy na bliższych i dalszych sąsiadów, wyprawy handlowe czy pielgrzymki. Dzisiaj przemieszczamy się właściwie codziennie - rzadko kto ma komfort posiadania pracy czy szkoły tuż pod oknem (nawet do podstawówki w tej samej miejscowości chodziłem po 10 minut w każdą stronę, zaś przejechane kilometry w dojazdach do liceum złożyły się na 1,5 długości równika). Dzisiaj codziennie pokonuję - jak wielu widzianych po drodze - po kilkanaście kilometrów w każdą stronę w drodze do i z pracy. Parę lat temu nawet na rowerze, później tramwajem i metrem, od pewnego czasu - wstyd przyznać - samochodem... Ale nie tym chciałem...
Po co podróżujemy, jeśli podróż nie jest codzienną rutyną? Najczęściej podróżujemy z punktu A do punktu B, do szkoły, pracy, kościoła, w odwiedziny u rodziny i znajomych czy na wakacje. O, tu zaczyna się robić ciekawie: dopiero wyjazd w nieznane (dla nas) jest podróżą przez duże P. Chociaż trochę ich już w moim życiu było, głównie po Europie, najdalej do Japonii, USA czy Australii, to żadnej z nich nie mogę jeszcze nazwać podróżą życia. Jak sobie ją wyobrażam? Przede wszystkim bez krępujących ograniczeń czasowych (urlop...), przynajmniej częściowo poza utartymi szlakami, gdzie mało kto zagląda. Na spotkanie z przyrodą i działami człowieka, ale przede wszystkim z samym człowiekiem - włączywszy samego siebie. Taka podróż bowiem byłaby też podróżą do własnego wnętrza, próbą odnalezienia się na nowo w otaczającym świecie i zdefiniowania w nim swojej roli. Może nie do końca zdefiniowania (ech, to nasze zachodnie dążenie do opisania wszystkiego i wszystkich, dania im nazw i poukładania na półeczkach...), ale przyjrzenia się sobie w lustrze zmieniających się krajobrazów. Albo i niezmieniających się zanadto.
Czy rozpoczynająca się jutro podróż do Kamerunu taką będzie? Raczej nie, ze względu na czas jej trwania (zaledwie dwa tygodnie). Ale może zacznie się od niej coś nowego i będę dzielił czas na "przed" i "po" Afryce? Może tak, może nie - bądźmy otwarci na to, co nam Opatrzność szykuje.
No i zaś nie dałem odpowiedzi na pytanie, dlaczego akurat tam... Może w następnym poście, może w kolejnym. Ostrzegałem - mój dynamizm intelektualny (jako flegmatyk tylko w tej dziedzinie wykazuję się jakimiś dynamizmem) nawet mnie czasem zaskakuje i pewnie nie pozwoli temu blogowi być zbytnio uporządkowanym. Postaram się jednak, aby wielkiego chaosu nie było.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz