Etykiety

piątek, 13 marca 2015

Targ

Dzisiaj będzie bez zdjęć. Trochę szkoda, bo afrykański targ wart jest udokumentowania wizualnego. Niestety, jak ostatni łoś (przy okazji serdecznie pozdrawiam naszego drogiego Łośka, któremu również bliska jest czarna Afryka J) zapomniałem karty do aparatu. Doświadczenie tutejszego targu to kalejdoskop doznań, wzrokowych, słuchowych, zapachowych i dotykowych. Przesuwających się jak w kalejdoskopie, chłoniętych wszystkimi zmysłami. Spróbujcie sami tego doświadczyć ,chociaż zdaję sobie sprawę, że mój opis tego nie odda:

Wszystko. Absolutnie. Na straganach, matach, głowach, na ulicy. W sklepach. W koszach, workach i garnkach. Tkaniny, ptactwo, ryby, maniok, ryż i przyprawy. Klatki dla papug, kłęby kabli i zasilaczy, jaja i banany. Niby wszystko razem, ale dostępne według ustalonego porządku (20 metrów węglarzy, 20 „owocników”, 20 rzeźników itd.) W radiu afrykańskie rytmy na zmianę z sacro-camo (tutejsze sacro-polo). Chłopaki na motorach w puchowych kurtkach i wełnianych czapkach, mimo że jest ponad 30 stopni. Długie kwadranse powolnej jazdy przez tłum i czekania przy zatorach. Sprzedawcy z towarem na głowach: ubrania, woda w foliowych woreczkach, rajstopy naciągnięte na sterczące do góry nogi od manekina, półbuty i mięso. Śmieci w kupkach, przygotowane do wywozu (?) i wrzucane wprost do rzeczki czy rynsztoka. Tkaniny we wszystkich wzorach i kolorach. Warsztaty krawieckie z samymi facetami, którzy zrobią na zamówienie cokolwiek wybierzemy z kolorowych katalogów. Aplikacje krawieckie wydające się być gotowymi, tylko do doszycia do sukni czy koszuli – jednak oni to robią sami! Chłopcy z wózkami i taczkami czekający na możliwość zarobku przy transporcie zakupów.

W tym wszystkim my, za szczęście z Marianne. Jej zdolności targowania się są nieocenione J „Dlaczego mnie krzywdzisz, hę? Z taką ceną? Odbiło ci kompletnie!?? Mnie musi jeszcze starczyć na piwo a ono kosztuje 800 franków!* Ady, weź już przestuń! 35 tysięcy i pozostajemy przyjaciółmi, zgoda?” Gdybyśmy byli tu sami, to przede wszystkim nie odgonilibyśmy się od natrętów a gdy już byśmy się na coś zdecydowali, to cena żądana od nas byłaby wielokrotnością „krajowej”.

To wszystko jednak jeszcze nie było „tym” targiem, na który wybieramy się w sobotę. Z Marianne oczywiście. Zamierzam kupić tutejszą maczetę do drobnych prac w naszym tervurskim ogródku J

*nie chodzi oczywiście o franka szwajcarskiego J Ten tutejszy to frank używany przez 6 krajów CEMAC (Wspólnota Gospodarcza Państw Afryki Środkowej), do której poza Kamerunem należą też jego sąsiedzi: Czad, Republika Środkowoafrykańska, Kongo, Gabon i Gwinea Równikowa. Czyli takie prawie „afro”, o sztywnym kursie wobec euro (656 XAF = 1 EUR).
 

4 komentarze:

  1. Jagódko!Szkoda,ze nie będzie zdjęć!Ale nie przejmuj się, nie Tobie jednej to się przytrafia.W latach 90 zwiedzalam Brukselę i wyrobiłam cale 36 zdjęć...tylko zapomniałam włożyć kliszę.Jaki ból...Opisujesz to tak pięknie,że czuję gwar,ruch tego targowiska różnorodności.Pozdrawiam serdecznie.Z Bogiem!��

    OdpowiedzUsuń
  2. Jagódko!Szkoda,ze nie będzie zdjęć!Ale nie przejmuj się, nie Tobie jednej to się przytrafia.W latach 90 zwiedzalam Brukselę i wyrobiłam cale 36 zdjęć...tylko zapomniałam włożyć kliszę.Jaki ból...Opisujesz to tak pięknie,że czuję gwar,ruch tego targowiska różnorodności.Pozdrawiam serdecznie.Z Bogiem!��

    OdpowiedzUsuń
  3. Jagódko!Szkoda,ze nie będzie zdjęć!Ale nie przejmuj się, nie Tobie jednej to się przytrafia.W latach 90 zwiedzalam Brukselę i wyrobiłam cale 36 zdjęć...tylko zapomniałam włożyć kliszę.Jaki ból...Opisujesz to tak pięknie,że czuję gwar,ruch tego targowiska różnorodności.Pozdrawiam serdecznie.Z Bogiem!��

    OdpowiedzUsuń
  4. Jagódko!Szkoda,ze nie będzie zdjęć!Ale nie przejmuj się, nie Tobie jednej to się przytrafia.W latach 90 zwiedzalam Brukselę i wyrobiłam cale 36 zdjęć...tylko zapomniałam włożyć kliszę.Jaki ból...Opisujesz to tak pięknie,że czuję gwar,ruch tego targowiska różnorodności.Pozdrawiam serdecznie.Z Bogiem!��

    OdpowiedzUsuń