Etykiety

poniedziałek, 9 marca 2015

Poniedziałek we Foyer St. Dominique

Trzy uderzenia dzwonu… Wiemy, że codziennie o 6 rano (w niedziele o 10) jest Msza Św. Dlatego naiwnie myślimy, że owe trzy uderzenia to 5:15 i zostały trzy kwadranse do „Pan z Wami”. Okazuje się jednak, że to chyba zwołanie wiernych tuż przed Eucharystia, bo zasadą jest pięciominutowe wyciszenie przed nabożeństwami. Oprócz codziennej Mszy jest to też codzienny różaniec o 17:30, odmawiany tak niezmiennie od 2009 roku. W Wielkim Poście na kolanach, na betonowej posadzce… Głupio nam czasami z naszą europejskością i przyzwyczajeniami do wygody (oraz minimalizmu w modlitwie). Po Mszy śniadanie (to samo, co wczoraj, ale nie można narzekać, bo pomidory są niezrównane; podane z sałatą, czosnkiem, przyprawione pieprzem i limonką – pycha!) i wyjście dzieciaków do szkoły i przedszkola. Zostają tylko najstarsze chłopaki, pracujące przy budowie, oraz ich rówieśniczki – w kuchni. Nawiasem mówiąc, kuchnia to tutaj nadal domena wyłącznie żeńska i pojawienie się tam faceta wywołuje co najmniej uśmieszki zdziwienia. Do około 10 jest cicho i dość sennie, za to wychodzi słońce – dzisiaj raczej przypiecze. Dopiero przed jedenastą wychodzą dziewczyny, odespawszy wczorajszą balangę, i zaczynają się krzątać po kuchni. Kuchnie stanowi pomieszczenie z półkami i małą kuchenka gazową; właściwy „piec” to trzy kamienie na zewnątrz, gdzie warzy się konkretna strawa (wczoraj był to rodzaj rosołu czy raczej wywaru warzywnego na bydlęcym kopycie). Tuż obok dzieciaki opalają z sierści „dwuudziec” (bo jak nazwać tylną część ciała zwierzaka?) z jakiejś małej antylopy. A to dopiero stolica, środek cywilizacji. Ważne, że smakuje (chociaż ostre dosyć), z kluchą z manioku, popite zimnym „33” (to tutejsze piwo – nazwa odnosi się do równoleżników, między którymi rozciąga się kontynent afrykański).

Dziś dużą część dnia pochłaniają przygotowania do jutrzejszej wizyty w ambasadzie. W której i w jakim celu – o tym napiszę dopiero, jak uda się wszystko załatwić Jeśli przeczytasz to przed 9:00 dnia 10 marca 2015 – „westchnij” w tej intencji (westchnienie w sensie napisów na nagrobkach) lub zaciśnij kciuki. Dzień już się nachylił, nawet zniknął za horyzontem (słońce zachodzi tu bardzo szybko). Już dawno rozpłynęły się kolacyjne zapachy (fasola czerwona z czymś ostrym i gotowanymi bananami), w każdych zaroślach rozbrzmiewa ogłuszający świergot (? Nie wiem jak inaczej to określić) świerszczy, cykad czy czego tam jeszcze, wrażeń wzrokowych brak (po zachodzie słońca, z braku sztucznego światła robi się naprawdę ciemno). Pora na spoczynek. To był dobry dzień.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz