poniedziałek, 9 marca 2015

Pierwszy dzień w Yaounde

Po przyjeździe do ośrodka (w sumie należałoby pisać „domu”, bo tak go tutaj nazywają i tak nas powitano) obowiązkowe zimne piwo (0,65 l butelka „33”), rozmowy i przygotowane wcześniej przez Martę przepyszne pierogi z mięsem. Nocne rodaków rozmowy i pierwsza noc w Kamerunie. Na szczęście, po deszczu, przyjemnie rześka. Następnego dnia, w niedzielę, śniadanko (pomidory, sałata, czosnek robiący za środek na malarię, jajecznica, kawa) a po nim Msza Św. Jak Pan Bóg przykazał, o 10:00. Czyli jak u nas. Ogromne wrażenie robią wyciszone dzieciaki – od dwu- po trzydziestolatków. Żadnych płaczów, gadania czy zabawy. Msza to Msza, czas szczególny. Ogólnie szacun wielki dla ojca Darka, bo w końcu to jego wieloletnia praca, doświadczenia i świadectwo. Wszystko wydaje się działać samo: starsze dzieci zajmują się młodszymi, młodsze słuchają starszych. A starsze znaczy tu mniej więcej 9-10 latki. Starsze od nich uczestniczą już w pracach wokół „obejścia”, np. przy czyszczeniu pompy do wody. Niedziela mija niedzielnie, dużo rozmów, zabawy z najmłodszymi i… przygotowań do wieczornego wyjścia na imprezę w barze z okazji Dnia Kobiet, na której pewnie zostanie wypróbowana konsola DJ-ska, którą przywieźliśmy. Niestety, nie mieliśmy okazji zobaczyć i usłyszeć jej w akcji, bo Żonkę zmogło jakieś żołądkowe paskudztwo i zostajemy w domu. Próbujemy zasnąć wśród walących grzmotów i łomoczącego o dach z blachy falistej deszczu. Nie pamiętam, czy się udało, w każdym razie rozbawione towarzystwo wróciło z dyskoteki po czwartej nad ranem („Może sen przyjdzie…”). I znów można się było przekonać o posłuchu, który ma ojciec Darek – kilka jego cichych słów wystarcza, aby umilkły śmiechy, nawoływania i śpiewy. Foyer St.Dominique układa się do krótkiego snu, przed rozpoczęciem zwyczajnego dnia pracy i nauki…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz