Etykiety

niedziela, 15 marca 2015

Jadło i napitek

Minął właśnie tydzień naszego pobytu w Afryce. Można się więc chyba spróbować opisać nasze dotychczasowe doświadczenia kulinarne, tym bardziej, że obejmują one zarówno kuchnię ośrodka jak i uliczne stragany, bary oraz kawiarnię we francuskim stylu.
Tuż po naszym przyjeździe w zeszłą sobotę wieczorem, zostaliśmy ugoszczeni przepysznymi pierogami z mięsem, przygotowanymi przez Martę. Nie jest to jednak zwyczajne tutejsze jadło, w przeciwieństwie do napitku, który mu towarzyszył. Piwa pije się tu dużo, zwłaszcza do kolacji (ale iw barach na mieście, w ciągu dnia). Butelki mają pojemność 0,65 l, zatem pragnienie na pewno się ugasi. Smak całkiem, całkiem. Królują tutejsze gatunki (33, Mützig czy Castel) ale bardzo popularny jest też Guiness, warzony na miejscu (w dwóch odmianach: znany z Europy goryczkowy stout i łagodniejszy od niego smooth). Oprócz piwa można kupić wodę mineralną, colę i różne gazowane lemoniady; soki owocowe(importowane – np. z Bangladeszu) dostępne tylko w sklepach.
Śniadania w ośrodku nie różnią się wiele od siebie, ale jeszcze mi się nie znudziły J Jajecznica z pomidorami i cebulą (lub jaja sadzone/gotowane),sałatka z pomidorów, sałaty (czasami z cebulą i awokado), do tego pieczywo (rodzaj dmuchanej bagietki). Dość zdrowo, tym bardziej że musi w zasadzie wystarczyć do kolacji. Obiadu czy lunchu jako takiego się nie je: parę owoców, garść orzeszków czy jakieś przekąski na mieście. Należy dodać, że ww. śniadanie jedzą tylko biali (o. Darek, jego goście i wolontariusze). Dzieci dostają po pół bagietki z margaryną, niektóre nawet tego nie jedzą tylko zabierają ze sobą do szkoły. Takie mają przyzwyczajenia: w Afryce, przynajmniej tej czarnej, jada się raz dziennie, wieczorem.
Uliczni sprzedawcy na mieście oferują przeważnie małe (takie na raz) szaszłyczki z mięsa przetykanego cebulą, papryką i wątróbką. Kosztują równowartość 15 eurocentów; 3-4 wystarczą aby zaspokoić głód. Są już jakoś doprawione, ale co odważniejsi mogą je jeszcze posypać diabelnie ostrą, zmieloną papryką. Poza nimi można nabyć obrane pomarańcze, ananasy i melony. W barach jest trochę większy wybór: kawałki kurczaka (wybrane przez klienta), upieczone na ruszcie i podane z cebulą. Do tego smażone plantany (nie-słodkie banany, robiące za ziemniaki) i oczywiście piwo. W jednym z barów, na ladzie stały gary z dwoma daniami dnia do wyboru: ryba w jakimś sosie i szczur. Nie odważyłem się zajrzeć pod pokrywkę… W sumie szkoda, bo dlaczego by nie spróbować? Tym bardziej, że wczoraj na kolację była pieczona żmija – bardzo dobre mięso, naprawdę!
Wypada wspomnieć jeszcze o przepysznych rybach (głównie morskich), które są tutaj tańsze od mięsa (kilogram mrożonych, na targu, kosztuje ok. 2-3 euro), podawanych z rusztu lub w ostrych sosach. Krewetkach serwowanych zazwyczaj w jakiejś zieleninie. Ciastkach typu małych pączków, w cenie 4 centów za sztukę. „Flakach z grilla”, czyli pokrojonych na kawałki, wołowych żołądkach, podawanych w barach obok szaszłyczków. Wielkich ślimakach ale i… kiszonej tutaj, na miejscu, kapuście czy ogórkach J Własnej roboty, kwaskowym winie palmowym (30 centów za litr). Byliśmy też na prawdziwej Illy z ekspresu we francuskiej café-boulangerie. Tu już ceny były zaporowe dla miejscowych, na poziomie europejskim: kawa za 3 euro, śniadanie z sokiem i croissantem za 9. Za to w przyjemnie klimatyzowanym wnętrzu, z afrykańskim wystrojem. To w końcu też część tutejszej kulinarnej rzeczywistości.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz